SĄD NAD BOGIEM

  1. Genesis
  2. Mowa obrończa
  3. Córka człowiecza
  4. Czterdziesty dzień potopu
  5. Babel -- z dziennika budowy
  6. Ofiara
  7. Starcie u brodu (minidramat)
  8. Misja
  9. Grzech
  10. Złoty gród
  11. QUAERITE ET INVENIETIS
  12. Moja miła
  13. Słowo i Ciało
  14. Bajdy świąteczne
  15. Uzdrowienie
  16. Salome tańcząca
  17. Silentium Dei
  18. Przekleństwo wieczności

Genesis
Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem:
ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód,
a Duch Boży unosił się nad wodami.
Księga Rodzaju 1,2

Nie ma zmierzchów ni świtów,
mieszkam w środku niebytu. . .

Lecz niebyt się rozwieje,
w nieważką przestrzeń zmieni,
i brzemienna istnieniem
próżnia w niej napęcznieje.
Wśród sprężeń i rozprężeń,
w pędzących fal powodzi
z grawitacji potężnej
nicość byt pierwszy zrodzi.
Czas ruszy -- od wieczora
oddzieli się poranek.
I wreszcie przyjdzie pora.

Wtedy się stanę.


Luty 2005


Mowa obrończa
Oto człowiek stał się taki jak My: zna dobro i zło;
niechaj teraz nie wyciągnie przypadkiem ręki,
aby zerwać owoc także z drzewa życia,
zjeść go i żyć na wieki.
Księga Rodzaju 3,22

Złamałem zakaz -- tyle wiecie o mnie.

Lecz zanim wyrok wydacie, potomni,
pomyślcie sobie, ile trudu czeka
i jak upiornie daleka jest droga
przed kimś, kto chce się przekształcić w człowieka,
choć go stworzono jako obraz Boga.
Mogliśmy z Panem po Edenie chodzić,
radość i świętość czerpać aż do dna.
Mogliśmy zawsze piękni być i młodzi
i nie domyślać się istnienia zła
ni dobra. Jacyż bylibyśmy prości
bez tego jabłka z drzewa wiadomości. . .

Nieraz zdziwieni byliśmy szalenie
i pytaliśmy Stwórcę przed ołtarzem,
czemu nas zechciał obdarzyć istnieniem
ale poskąpił niespełnionych marzeń
a w szczególności zabronił surowo
sięgać po wiedzy i sumienia owoc.

Kłamstwo, że Ewa zwiodła swego męża.
Bzdura, że wtedy byliśmy jak dzieci,
że ulegliśmy chytrym słowom węża,
w którego skórze siedział podły czart. . .
Długo po nocach, nasyciwszy zmysły,
rozważaliśmy różne ,,za'' i ,,przeciw''.
Chcieliśmy wiedzieć, ile świat jest wart
i po co gwiazdy na niebie zabłysły.
Nikt nas nie skusił i nikt nie nakłonił,
byśmy po owoc wyciągnęli dłonie.

Stwórca chciał mieć w nas chomika lub kotka,
szczenię wieczności, zabaweczkę w nudzie.
Zjedliśmy jabłko -- i sczezła maskotka,
stanęła przed Nim para wolnych ludzi!
Tak! Ciała nasze z prochu zlepił Bóg,
ale człowiekiem jeszcze być nie może,
kto bez protestu przyjmuje w pokorze
zakaz poznania własnych ziemskich dróg.

Złamałem zakaz, choć nie byłem głupi
lecz człowieczeństwo kupuje się drogo.
Kiedy ktoś zechce z raju się wykupić,
ma swe rachunki pospłacać do zera.
Wkrótce wyrównam dług istnienia Bogu:
bilans się zamknie, gdy będę umierał. . .


Wrzesień 2004


Córka człowiecza
Synowie Boga, widząc, że córki człowiecze są piękne,
brali je sobie za żony. . .
Księga Rodzaju 6,2
. . .gdy synowie Boga zbliżali się do córek człowieczych,
te im rodziły. Byli to więc owi mocarze,
mający sławę w owych dawnych czasach.
Księga Rodzaju 6,4

Byłam mała, brudna, bosa
i nosiłam smark u nosa,
jak to bachor, co się jeszcze czasem zmoczy.
Aż wewnętrzna słodka siła
piersi mi zaokrągliła
i zaczęły za mną wodzić męskie oczy.

Wola Pana cuda tworzy.
Może ujrzy mnie syn boży?
Na mój widok może zrobi się nieśmiały?
Chociaż tatko niebogaty,
muszę włożyć cienkie szaty,
by ze smukłych bioder wdzięcznie mi spływały.

Najważniejsze: umieć czekać.
Lepiej boga niż człowieka
na ten pierwszy raz zaproszę tutaj do mnie.
Ale trzeba mieć zasady:
siostry dają dobre rady,
żeby oczy ku podłodze spuszczać skromnie.

Jak mam syna boga gościć,
by nie oparł się miłości?
Czym me uda mają pachnieć, by oniemiał?
Niech się w wiatr pustynny zmieni
i niech wytrwa w uniesieniu,
aż pode mną także się zatrzęsie ziemia.

Niechby właśnie mnie spotkało. . .
Dziewczyn dużo, bogów mało,
więc nie każdą, co się modli, los wysłucha.
Lecz gdy szczęście się przydarzy,
to wyrośnie na mocarza
owoc, który odtąd będę nosić w brzuchu.


Wrzesień 2004


Czterdziesty dzień potopu
Zamknęły się bowiem zbiorniki Wielkiej Otchłani
tak, że deszcz przestał padać z nieba.
Księga Rodzaju 8,2

Nad udręczonym światem pełnym deszczu
pod brudnoszarą stratusa pokrywą
wstają opary, co pogodę wieszczą.
Wiatr je rozwiewa, tarmosi, wykręca
i wbija w zbocza. Ich jednak przybywa,
wzwyż wyciągają buntownicze ręce.

-- Dosyć tej wody! -- krzyczy ziemia Niebu.
Jak świeże zgliszcza dyszą lasy wokół:
z każdego jaru i z każdego żlebu
pełznie ku grani mgły skłębionej fala,
aniołom w locie chce dotrzymać kroku
lecz przez przełęcze ciężko się przewala. . .

Nad światem mokrym, zmęczonym i chorym
coś się kotłuje od samego rana.
Już bez wczorajszej płaczliwej pokory
gniewne gór duchy krążą nad skałami
i bez szacunku wygrażają Panu,
by reklamową tęczą ich nie mamił!

Wreszcie, z wahaniem, Ręka Wszechmogąca
wywiesza w chmurach białą flagę słońca.


Maj 1997


Babel -- z dziennika budowy
Są oni jednym ludem i wszyscy mają jedną mowę,
i to jest przyczyną, że zaczęli budować.
A zatem w przyszłości nic nie będzie dla nich niemożliwe,
cokolwiek zamierzą uczynić.
Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język,
aby jeden nie rozumiał drugiego!
Księga Rodzaju 11,6-7

Gdzie piaskiem w oczy zacina wichura,
gdzie nie sięgają chłodne ręce zimy,
pod niebo wzrasta strzelisty zikkurat,
który za jedność i przyjaźń wznosimy.
Boże wszechmocny! Dostałeś w ofierze
chramy, bywałeś w naszych domach gościem --
błogosław, Panie, naszą piękną wieżę!
To będzie symbol człowieczej jedności,
bratniej współpracy i tkliwej miłości
i tej jedności świetlistej, wysokiej
będą się kłaniać podniebne obłoki!
Tworzymy świętość najświętszą na Ziemi
i niezrównana jest nasza budowa.

        -- Razem! Hej, razem! Siłami wspólnymi!
-- Jeden w nas zapał i jedna w nas mowa!
-- Podaj mi, bracie, młot, dłuto i cęgi!
-- Młot, nie rozumiesz? Bez uderzeń młota
nie zazna wieża potęgi,
zmarnuje się ta robota. . .
-- Młot podaj!
-- Słucham?!
-- Nie słyszysz?! Ja krzyczę!
-- Skąd rozgniewana mina na twej twarzy?
-- Kierujesz ku mnie ściemniałe oblicze. . .
-- Szalom! -- a druh mój padł twarzą na piasek.
-- Czyżbym cię, bracie, zasmucił? znieważył?
-- O co mnie błagasz?!
-- Co wyprawiasz?!
-- Halo!
Nieznacznie kindżał namacał za pasem. . .
. . .on chce mnie zabić, chociaż mówi ,,szalom''!

Czemuś języki, Panie, pozamącał?!
Okrutnie kłamie nam ojczysta mowa!
Ból w nas, niepewność i nieufność żrąca,
bo znak nadziei wysłany przez usta
w uchu słuchacza brzmi groźbą. A słowa
pociechy -- drwiną i ironią pustą. . .

        Oazę Babel piachem już zawiało.
Odkąd bliźniego bliźni nie rozumie,
sami jesteśmy, chociaż w gęstym tłumie.
A kiedy błądząc osobno pod słońcem
natkniesz się na mnie, człowieku zbolały --
-- Z Bogiem!   -- Bóg prowadź! --
to nie wiem, czy w końcu
chleb dobędziemy, czy z kołczanów strzały. . .

Boże zazdrosny! Kiedy różę zgniatasz
gdy źrebakowi łamiesz nogę w biegu,
kiedy własnego syna dajesz katu --
powiedz nam chociaż dlaczego.
                                                  -- Dlaczego?!


Styczeń 2004


Ofiara
A gdy przyszli na to miejsce, które Bóg wskazał,
Abraham zbudował tam ołtarz, ułożył na nim drwa
i związawszy syna swego Izaaka położył go
na tych drwach na ołtarzu.
Potem Abraham sięgnął ręką po nóż,
aby zabić swego syna.
Księga Rodzaju 22,9-10

Kiedym leżał na stosie, miast wołu czy kozy,
lękałem się, jak długo będziesz trwał w tym żarcie,
rąk nie czułem: w przeguby wżarły się powrozy.
Wołałem ,,-- Tato! Tato!''. Tyś milczał uparcie. . .
Mój płacz w domu, w Berszebie, skałę mógłby skruszyć.
ale w Morii zatkane miałeś woskiem uszy.

Szlochałem, by przebłagać twój ojcowski gniew. . .
Lecz nagle jakby w piekło runęły przestworza:
zbliżyłeś się do stosu wymachując nożem,
w drugiej ręce trzymając naczynie na krew
a na twarzy. . .   Twarz miałeś wykrzywioną szpetnie.
Pojąłem, że naprawdę gardło mi podetniesz!

Zawsześ zachwalał cnotę, uczciwość, odwagę. . .
Lecz kiedy bezlitosny rozkaz padł z niebiosów,
nie padłeś na kolana, żeby śmierć przebłagać,
nie usłyszałem twego okrzyku ,,-- Non possum!'',
nakłamałeś coś Sarze, rzekłeś ,,niech się stanie''
i zostałbyś mordercą!. . .   gdyby nie ten anioł.

Mogłeś jak człowiek chodzić po swych własnych drogach
z głową w chmurach, mozolnie przez błoto i pył. . .
Lecz ty wolałeś zostać popychadłem Boga!

Minęły lata. Leżysz na łożu bez sił,
ktoś ci czasem da żarcie, zgarnie z twarzy muchy
z litości. Ale słów twych nikt już nie chce słuchać. . .


Styczeń 2007


Starcie u brodu (minidramat)
A wreszcie rzekł: "Puść mnie, bo już wschodzi zorza!"
Jakub odpowiedział:
"Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!"
Wtedy [tamten] go zapytał: "Jakie masz imię?"
On zaś rzekł: "Jakub".
Powiedział: "Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael,
bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi, i zwyciężyłeś".
Księga Rodzaju 32,27-29

Jakub:
Ta rzeka jest moja i mój na niej bród!
Płać myto lub spadaj! Nie puszczam nikogo!

Bóg:
Szaleńcze! Nie możesz u bystrych tych wód
przemocą zatrzymać anioła ni boga!

Jakub:
Bóg, niebóg, nie przejdziesz! Anielskość to mit!

Bóg:
No, puszczaj! Jam stworzył tą rzekę i ciebie!

Jakub:
Zapłacisz, to puszczę. Sprzedajesz mi kit!
Wystarczy, że gwiazdy na TWOIM lśnią niebie,
niebiańska harmonia sfer uszom TWYM gra,
i TWOICH aniołów strąciłeś do piekieł. . .
Lecz tym skrawkiem ziemi od dziś władam JA!
Zapłacisz, to ujrzysz brzeg drugi tej rzeki!

Bóg:
Puść, bo się pogniewam! Uderza mój miecz
w twe biodro! I będziesz do śmierci utykał!

Jakub:
Kulawy patriarcha normalna to rzecz.
Tak nisko upadła niebiańska etyka,
że Bóg na bezbronnym kalece się mści. . .

Bóg:
No, fakt. . .   głupio wyszło. . .   to znaczy: jak zwykle. . .
A ile za przejście należy się ci?
Księgowy mi mówi, że starczy pół sykla.
Bierz srebro i puszczaj, jaśnieje już wschód
a tam mnie czekają. . .   Marduka dwóch posłów. . .

Jakub:
Za forsę nie puszczę przez bezmiar tych wód!
Ty mojej rodzinie i mnie pobłogosław.

Bóg:
Bezczelność!
                No, dobra. . .   A jak zwać cię mam?

Jakub:
Wszechwiedza twa, Panie, dziur pełna i braków,
że imion swych wiernych nie pomnisz już sam.
A zwłaszcza mojego. Nazywam się Jakub.

Bóg:
Zapomnij. Bo oto dokonał się cud:
tyś teraz Izrael. Romnożę po świecie
jak myszy w stodole potężny twój ród.
A teraz mnie puszczaj, bo muszę już lecieć.


Lipiec 2004


Misja
Dlatego teraz idź, pobijesz Amaleka
i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością;
nie lituj się nad nim, lecz zabijaj
tak mężczyzn, jak i kobiety, młodzież i dzieci,
woły i owce, wielbłądy i osły.
Pierwsza Księga Samuela 15,3

Cóż ci matka rzec może mdlejąc z niepokoju?
-- oto miecz twój i włócznia, tarcza i . . .   nic więcej.
Bądź niezłomny i z Bogiem wyruszaj do boju.
Wracaj rychło, by obmyć krwią splamione ręce.
Gdzie tylko spotkasz wroga, odbieraj mu życie
i niech Pan cię przed strzałą pogańską zasłoni.
. . .Lecz jednak czasem wspomnij, że Amalekici
też mają swoje matki, które płaczą po nich. . .

Cóż ci matka doradzi, niemądra niewiasta
polecenia boskiego niezdolna zrozumieć?
Niechaj piasek zasypie ich pogańskie miasta!
Pan żąda silnych ramion a nie tkliwych sumień!
Nie lituj się nad nikim, miej serce z kamienia,
niechaj kraj ich pokryje się łuną pożarów.
. . .Lecz stojąc nad bezbronnym drżącym w przerażeniu
powstrzymaj zbrojne ramię i życie mu daruj. . .

Coż ci matka wymyśli, czego nie wiesz dotąd?
Jaką ofiarę Panu w świątyni położy
za myśl, którą opłacić przyjdzie krwawym potem,
że złem jest niszczyć życie? I że rozkaz boży
nie zdejmuje z zabójcy znamienia Kaina?
Jesteś duży, mój synu, pełen męskiej siły,
z wrogami Izraela bezwzględnie poczynaj!
Bądź jak kat bez miłości!

                                . . .Lecz czasem się zmiłuj. . .


Sierpień 2004


Grzech
Pewnego wieczora Dawid, podniósłszy się z posłania i chodząc po tarasie swego królewskiego pałacu, zobaczył z tarasu kąpiącą się kobietę. Kobieta była bardzo piękna. Dawid zasięgnął wiadomości o tej kobiecie. Powiedziano mu: ,,To jest Batszeba, córka Eliama, żona Uriasza Chetyty''. Wysłał więc Dawid posłańców, by ją sprowadzili. A gdy przyszła do niego, spał z nią.
Druga Księga Samuela 11,2-4
Następnego ranka napisał Dawid list do Joaba i posłał go za pośrednictwem Uriasza. W liście napisał: ,,Postawcie Uriasza tam, gdzie walka będzie najbardziej zażarta, potem odstąpicie go, aby został ugodzony i zginął''.
Druga Księga Samuela 11,14-15

Nad Jordanem mgły obłok się ścieli. . .

    -- Hej, Batszebo, ja jestem król Dawid!
    Zobaczyłem cię dzisiaj w kąpieli,
    zachwyciłem się ciałem twym nagim!
    Na królewską ucztę cię zapraszam,
    a po uczcie zostaniemy sami!
    Wiem, wiem, jesteś małżonką Uriasza.
    Lecz nie po to zasiekłem Goliata,
    by się jeszcze troskać Uriaszami:
    słoń bezwiednie skorpiony rozgniata.

Brzmi przemowy natarczywy tok,
a dziewczyna wbija w ziemię wzrok. . .

    -- Znam na pamięć przykazania boże:
    Bóg nie lubi, kiedy się zabija,
    Bóg zakazał wiernym cudzołożyć. . .

Kropla potu. . .   po skórze. . .   jak żmija. . .
Facet gada i milczy kobieta.

    -- Kazał chłopcom obcinać napletek. . .
    Ale królom Bóg wybacza wiele
    i o drobne grzechy ich nie pyta.
    Ja dla niego biję Ammonitów!
    Połączyłem Judę z Izraelem!
    W grodów zgliszczach Filistynów grzebię!
    Wiele mi zawdzięcza On!
    Za to chciałbym sobie ciebie
    dodać do mych siedmiu żon. . .
    Choć lud ciemny ze mnie drwi --
    za lat tysiąc, zobaczycie,
    Pomazaniec i Zbawiciel
    wstanie z mojej krwi!

Czarne chmury zakryły pół nieba.
Pan nie patrzy, jak w łożu się czulą
wielki Dawid i skromna Batszeba --
bo nikt nigdy nie odmawia królom.


Lipiec 2010


Złoty gród

        Przekład piosenki Anri Wołochonskiego (słowa) i Władimira Wawiłowa (melodia),
        na motywach z ks. Ezechiela 1:10 oraz Apokalipsy 4:6-8,
        zapoznał mnie z nią i zachęcił do przetłumaczenia Feliks Przytycki.


Pod nieba błękit spójrz — tam stoi złoty gród,
a na nim jasna gwiazda lśni u przezroczystych wrót.
A w mieście ogród-cud — traw gąszcz i kwietny sad
i stada zwierząt pięknych tak, jakich nie widział świat.

To pierwsze — żółty ogniogrzywy lew,
a drugie — pełen bystrych oczu wół.
Złoty orzeł obok nich niebiański,
który swym spojrzeniem rzuca światła snop.

Błękitne niebo już przybrane w gwiezdny strój
ta gwiazda odtąd twoja jest na wiek, aniele mój.
Kto kocha — miłość ma; kto jasny — świętym brat.
Niech gwiazda poprowadzi cię swą drogą w cudny sad.

Tam spotka ciebie ogniogrzywy lew,
niebieski, pełen bystrych oczu wół.
Złoty orzeł obok nich niebiański,
który swym spojrzeniem rzuca światła snop.


Marzec 2024


QUAERITE ET INVENIETIS
Trzech rzeczy pojąć nie mogę, a czterech nie znam:
drogi orła po niebie,
drogi węża po skale,
drogi okrętu po morzu,
drogi mężczyzny u młodej kobiety.
Księga Przysłów 30,18

Droga orła po niebie

      Tęsknisz, człowieku, do przestworzy
i chyżość lotu wzrok Ci mami. . .
Czy wiesz, za twardość pod stopami
ile bym dał ja, dumny orzeł?
I jak bezsilnie prężę szpony
pustkowiem nieba otoczony?
      Chciałbyś, człowieku, żyć jak ptak.
Czy aż tak ziemia Ci obrzydła?!
Ty nie wiesz, kiedy sił mi brak,
jak omdlewają wielkie skrzydła
i jak przeklinam los mój z cicha,
gdy mną zachodni miota wicher. . .
      Jesteś spętany? -- słodkie pęta.
Podglądasz pszczółki, wąchasz kwiatki,
Twa miłość zmienia się w pisklęta
wewnątrz ciepłego ciała matki
w czymś, na co mówić zwykłeś ,,dom''.
Nie w jaju, które grzeje grom.
      Wszędzie przebywam jako gość
ja, wieczny tułacz, los mną targa.
Gna mnie tęsknota albo złość,
że sztywnym dziobem nie wypowiem
tego, co szepnie miękka warga
zamontowana w Twojej głowie. . .

Droga węża po skale

-- Czyś ty jest zwierzę, czart czy bóg?

      -- Przez martwe liście u stóp kniei
      biegną tajemne szlaki marzeń.
      Wszystko ci powiem po kolei,
      wszystko objaśnię -- i skojarzysz. . .
Lecz proszę: wpierw pozbądź się nóg.

Wiem, jak się w kwiat przekształca pąk
      i co odczuwa jeleń rączy,
      kiedy do mózgu jad mu wsączam,
      o czym śni trawa i sitowie. . .
      Jeżeli zechcesz -- wszystko powiem,
lecz przedtem musisz nie mieć rąk.

Pójdź do nagrzanych słońcem skał --
      tam rozum ci do głowy włożę
      i pojmiesz jak wiruje niebo.
      Lecz jeszcze musisz ostrym nożem
      krwi własnej ulać. Bo potrzeba
byś w ustach dwa języki miał. . .

Księżyc się zmienił w jasną łódź,
      srebrzącą niebo nad chaosem.
      Jej lśnienie w darze ci przyniosę,
      byś był mądrości głodny wciąż,
      byś ku niej zręcznie pełzł jak wąż.
Tylko zużytą skórę zrzuć. . .

Droga okrętu po morzu

-- Morze -- posłuchaj, gdyś ciekawy --
tam nas zaniesie, gdzie kto marzy.
Kiedy zepchniemy nasze nawy
na wodę z kamienistej plaży,
tam płyńmy, gdzie się zachód jarzy.
Lecz pierwej kornie schylmy głowy
i każdy niech dołoży grosik,
żeby lewita nam wyprosił
błogosławieństwo od Jehowy.

-- Odziejmy maszty w białe płótno
jak w skrzydła, by nas w dal poniosły.
Przeciw wiatrowi mamy wiosła
i beczkę wina. Kiedy smutno
lub gdy tęsknota duszę korci,
po falach biegną nasze pieśni.
A potem w cudzoziemskim porcie
tłum cudzoziemek długonogich
sny obiecuje ucieleśnić.
Lecz w dłoniach dzierżmy nóż stalowy,
idźmy ostrożnie, wróćmy z Bogiem!
. . .Wszystko to marność dla Jehowy. . .

-- A kiedy wzbierze gniew w niebiosach,
nagle przeciwko nam powstaną
od brzegu wyszczerzone skały
a z morza wicher i bałwany!
W garstkę łupinek od kokosa
zmieni się flota Salomona!
Wielkie tryremy, galeony
bezradne staną się i małe. . .
I wtedy musisz być gotowy
błagać o litość u Jehowy!

Droga mężczyzny u kobiety

Powinni w spiżu cię uwiecznić,
w twym ciele pewność tkwi i siła.
Gdy cię ujrzałam, krok taneczny
zmyliłam. . .
Czy moje myśli niewesołe
pojąłeś?

Jeżeli kochasz, zapal tęczę,
w jej blasku łoże mi umościj!
Gdy namiętnością cię zadręczę,
z radości
z oczu mi tryśnie słony strumień.
Rozumiesz?

Troskę przepłoszę i żałobę,
tylko spełnienia nie odwlekaj,
bo pragnę ukryć się przed tobą
daleko.
Muszę pod piersią poczuć dotyk
tęsknoty. . .

Szczęście -- to dla mnie rzecz niezwykła,
zaraz nadciągnie smutek rączy. . .
Wybacz mi, miły, że się wikłam
i plączę,
że szukam chłodu w skwarnym stepie!
      Rozumiesz?
      Nie?
      To może lepiej. . .


Październik 2004


Moja miła
. . .Oczy twe jak gołębice za twoją zasłoną.
Włosy twe jak stado kóz falujące na górach Gileadu.
Pieśń nad pieśniami 4,1

Piersi twe jak dwoje koźląt, bliźniąt gazeli,
co pasą się pośród lilii.
Pieśń nad pieśniami 4,5

A oczy miłej mojej
jak niebo nad Sopotem:
czasem pełne spokoju,
czasem dziecinnej psoty.
To zew dalekich krajów
mgłą tęskną je przesłania,
to blaskiem rozkwitają
tkliwego powitania.

A piersi mojej miłej
pod cienką bluzką śpiące. . .
Zachwyt odbiera siły,
mógłbym patrzeć bez końca. . .
Sięgam ręką nieświętą,
by je całkiem odsłonić
a one jak kocięta
łaszą się do mej dłoni.

A włosy mojej miłej
lśnią, wiją się i kuszą,
tam gniazdko swe uwiła
jej delikatna dusza.
Wzywa mnie cichym głosem. . .
We łbie wiruje chaos,
bo już tylko te włosy
okrywają jej ciało. . .


Wrzesień 2004


Słowo i Ciało

1.
Bóg się rodzi! Ma w ofercie
łaski i naprawę świata,
triumf Dobra, koniec śmierci.
Hej, Ziemianie, co my na to?
    Władza mruczy coś nieśmiało,
    biznes drapie się po głowie,
    choć Słowo Ciałem się stało,
    myśmy jakby niegotowi. . .


2.
Wyśpiewujmy Bożą chwałę!
Dziś impreza jest w Betlejem!
Adorują dziecię małe
ladacznice i złodzieje.
    Nawet żołnierze Heroda
    ludzcy dzisiaj są i prości:
    za podarki Mędrców Wschodu
    odstąpili od czynności.

3.
Bracia w wierze i w rozumie,
powitajcie Boga w żłobie!
Jeszcze w lesie cedry szumią,
z których kiedyś krzyż Mu zrobią.
    Jeszcze dekret niegotowy,
    nikt nie myślał do tej pory,
    że to Ciało z tego Słowa
    warto przymknąć za terroryzm.


4.
Bóg się rodzi! Głośmy Pana!
Niech rozniesie się po świecie,
że upadli na kolana
pomyleńcy i poeci!
    A uczeni humaniści
    dysertacje mądre piszą,
    że się cud z tym Słowem ziścił. . .
    . . .niech więc wreszcie będzie cisza.


Grudzień 2002


Bajdy świąteczne

-- O nakryciu dla wędrowca nie zapomnij!
-- I tak zbierzesz je czyściutkie i nietknięte,
bo wędrowiec nie jest taki nieprzytomny,
by się wpychać między świętujących ludzi
i uważa, by im podłóg nie pobrudzić.
Po cóż miałby swą osobą psuć im Święta?

        . . .a ciężarną do obory ktoś przegonił
        -- biedna była, niedomyta i zwyczajna --
        pępowinę przeciął cieśla szorstką dłonią,
        jakąś ścierką starł ze żłobu kurze łajna,
        wiecheć siana służył dziecku za wezgłowie
        i patrzyły jego oczka w oczy krowie. . .

-- Czy w oborze i w kurniku ludzką mową
będą witać mnie bydlątka z całej siły?!
-- Będą milczeć, możesz wierzyć, jak co roku,
bo na stół twój przed Wigilią dały głowę.
A te inne nadal trwają w ciężkim szoku
po masakrach, które Święta poprzedziły.

        . . .a pasterze, jak to dzieci, stali w progu
        zobaczywszy zachlapane krwią klepisko,
        aż im cieśla nabajdurzył coś o Bogu
        i zrobiło się wesoło mimo wszystko.
        Kazał wody przynieść, kazał drzwi zamykać,
        a z fujarek wysączyła się muzyka. . .

-- Na pasterkę zajedź bryką w trzysta koni,
nikt nie każe dzisiaj dmuchać ci w balonik,
warto wzruszyć się czasami i uwznioślić.
-- Niech sąsiedzi nas zobaczą i w ogóle!
-- Król się rodzi, biegną dzieci i dorośli!

Nowe szaty są, lecz w szatach nie ma króla. . .


Grudzień 2003


Uzdrowienie
A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała:
,,Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida!
Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha
[...] Panie, dopomóż mi!''.
On jednak odparł:
,,Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom a rzucić psom''.
Ewangelia Mateusza 15, 22-26

Po dniu upalnym Słońce w morzu znika,
w nocy powraca mój przeklęty bies. . .

Mamo, hej, mamo! Nie proś Judejczyka,
skoro dlań jesteś marna niby pies!
Nie mogę patrzeć, jak stopy mu liżesz,
by mnie uleczył. On Tobą pomiata!
Wolę chorobę niż pokorę twoją!
Może to pierwszy uzdrowiciel świata,
ale i u nas w Sydonie i Tyrze
dobrzy kapłani cierpienia ukoją
i dobre wróżki śpiewać będą o tym. . .

O, jużem zdrowa -- lecz pełna sromoty.


Sierpień 2021


Salome tańcząca
Otóż, kiedy obchodzono urodziny Heroda,
tańczyła córka Herodiady wobec gości
i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą
obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi.
A ona przedtem już podmówiona przez swą matkę:
,, Daj mi -- rzekła -- tu na misie głowę Jana Chrzciciela!''
Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę
i na współbiesiadników kazał jej dać.
Posłał więc kata i kazał ściąć Jana w więzieniu.
Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu,
a ono zaniosło ją swojej matce.
Ewangelia Mateusza 14,6-11

Impreza u króla Heroda,
to już! to już! to już!. . .
-- Owoców zamorskich nam podać!
I nalać nam wina,
bo oto zaczyna
się granie!

Piszczałka. . .
w gwar rozmów jak nóż!
I załkał. . .
chór fletów stugębny
a z kąta grzmią bębny. . .

-- I wreszcie mój taniec!

Z początku powoli. . .   jak liść. . .  w wiosny tchnieniach. . .
niech gnie się. . .   me ciało. . .   tiulami. . .   nieskryte. . .
Niech wasze puchary. . .   napełnię pragnieniem. . .
i żądze niech wasze. . .   powitam. . .
Niech prędzej wirują me dłonie, me włosy,
me uda, me piersi. . .   Niech woń pomarańczy
w gwiaździste się wzbije niebiosa!

I niech się rozwieje, jak w wietrze mgła polna,
ów przesąd, że dzieciom nie wolno
tak tańczyć!

Me pląsy. . .
lud w baśniach niebawem uwieczni.
Pokąsać. . .
was mogą te baśnie głęboko.
Panowie, nie czujcie się przy mnie bezpieczni
i chrońcie swą prawość pobożnym zaklęciem!
-- Czyż taniec mój niewart jest głowy proroka?! --
mam chęć coś cennego dać mamie w prezencie. . .

Ubrałam. . .
się dzisiaj w skrzydełka motyle,
co ciała. . .
nie kryją i wdzięcznie trzepoczą.
I w tany!

Przez chwilę. . .
się bałam, czy nagość jest w modzie.
Czy pójdziesz, Herodzie
uroczy,
pijany,
na lep?. . .
Spojrzenia już dziś nie odwracaj --
faceci są wszyscy jednacy!

-- I daj mi ten łeb!
I daj mi ten łeb!
na tacy! na tacy! na tacy!

Gdy król już łaskawie wydyszy swą żądzę
i muchy się zbiorą nad głównym prezentem,
nad głową uciętą --
poproszę Heroda,
niech da mi pieniądze. . .
na lody.


Styczeń 2007


Silentium Dei
Dziękuję Ci po prostu za to, że jesteś
[. . .] za to, że milczysz.
Tylko my, oczytani analfabeci, chlapiemy językiem.
ks. Jan Twardowski

1.

Milczysz. . .
                           Przez całe wieki milczałeś,
gdy się waliły na nasze głowy
wielkie, przez Ciebie stworzone skały
i kiedy człowiek nagi i mały
na klęczkach błagał, byś wyrzekł słowo!

Czciliśmy Ciebie modlitwą, postem. . .
Lecz zarządziłeś, Boże w niebiosach:
-- Niech ziemia rodzi ciernie i osty!
Więc cierpieliśmy głód i choroby,
żarliwie tęskniąc do Twego głosu.
Ale Tyś milczał. . .
                                    I w płytkie groby
darte palcami w grudzie i w perzu
przez jakieś jabłko w jakimś ogrodzie
kładliśmy stosy trupów wciąż świeżych!

Kazałeś w bólu kobietom rodzić.
A nam, mężczyznom, kazałeś, Panie,
bezsilnie patrzeć na ich konanie,
gdy sił im brakło, żeby ból przeżyć.

By w nawałnicy dotrwać do rana,
by strach pokonać, oddalić ciemność,
nie być zabawką w dłoni szatana --
chcieliśmy tylko wiedzieć, że jesteś!
-- Daj znak bezsporny słowem lub gestem!
By drogę znaleźć w Twym świecie wilczym,
o znak prosimy. . .
                                    Lecz nadaremno.
Ty, Boże -- milczysz!

2.

Niby dziecko ulicy, niekochane dziecko,
co na przekór prognozom na czas nie umarło,
staliśmy się plemieniem zwyrodniałych karłów
i w chromym ciele duszę nosimy zdradziecką.
Lecz umiemy nie zginąć na tym podłym świecie,
staliśmy się mistrzami w sztuce surwiwalu
i byle staroświecki potop nas nie zmiecie.

Brzmienia Twojego głosu nie trzeba nam wcale.
Gdzie Ty nas porzuciłeś, tam nam czart dopomógł,
by Ziemia zniewolona drżała w naszej ręce.
Już zmierzyć potrafimy moc Twojego gromu
i przywalić piorunem, co ma mocy więcej.

Milczysz stale. . .
                                    Lecz teraz to już bez znaczenia.
Od dawna już skądinąd nasza siła idzie
i bez Boga świat nam się na gorsze przemienia.

A Ciebie wspominamy z grubsza raz na tydzień. . .


Styczeń 2005


Przekleństwo wieczności

Z Nieobecności mgławic i gwiazd
wszechnieistnieniu Rzeczy na przekór
z łona Niebytu wypłynął czas
niepowstrzymaną spienioną rzeką
eonów, epok, wieków i lat.

Potem nieszczęsny Jahwe, niebożę,
wyszedł z nicości i stworzył Świat. . .
By móc zaistnieć, musiał coś stworzyć.

Wziął jako zaczyn
kroplę rozpaczy,
nadziei brak.
Z czasu wyplute
powstały siły,
co boski smutek
w przyszłość goniły.
Tik-tak!

Przez szarość wsi,
i pośpiech miast,
przez martwość dni
wyzbytych wiary
ucieka czas
jak ranne zwierzę,
spokoju wrak,
by nam zegary
miały co mierzyć,
tik-tak. . .

Pustka się skryła w zamglonej dali,
razi boleśnie istnienia blask. . .
Gdy dość już mając słońc i księżyców
pożeglujemy w przytulną Nicość,
z której tak dawno żeśmy powstali
-- to wtedy wreszcie skończy się Czas. . .


Grudzień 2005


Do wszystkich wierszy
Do mojej witrynki domowej

Ostatnia modyfikacja: 30 marca 2025