NA POLACH SAMOCHWAŁY

  1. Jeszcze
  2. Pieśń o proroczej Kasandrze
  3. Przekleństwo Penelopy
  4. Sąd historii
  5. Kalliope
  6. Dostojnik
  7. Trzecia wojna
  8. Odejście rycerzy
  9. Ludowa ballada o królu Janie III Sobieskim
  10. Czas herosów
  11. Hymn
  12. Na wzgórzach Mandżurii
  13. Przepowiednia na dzień zwycięstwa
  14. Dezerterzy
  15. Kiedy żołnierz...
  16. Jarzębiny
  17. Do Hasiba
  18. KRONIKI WOJENNE
  19. Głos brakującej frekwencji
  20. Pieśń bojowców o wolność naszą, waszą i psa Szarika
  21. Lustracja
  22. Wakacje u schyłku demokracji
  23. Zmiana warty
  24. Czas przebaczenia
  25. Pieśń ku czci lotnictwa wojskowego
  26. Schyłek epoki
  27. Bohaterskiemu zdobywcy Nangar Khel
  28. Baśń o smutku
  29. Baśń o martwych bohaterach
  30. Mit o odtworzeniu świata
  31. Niepodległość
  32. Imperium zła (fraszka)
  33. Stara pieśń żołnierska
  34. Pieśń o nowych czasach
  35. O zbrodni
  36. Balon ogólnoojczyźniany
  37. Trucizna
  38. Pomnik
  39. Российским друзьям
  40. Ut non sileant musae
  41. Спецвойна
  42. Похороны государства
  43. Переменные судьбы войны
  44. Разговор с Путиным
  45. Столько погибших...
  46. Каким будет конец войны?
  47. Nadzieja 2023
  48. Ostatnia lekcja

Jeszcze

Jeszcze cieszą błękity i zorze,
lasy, tęcza, i zieleń, i śnieg,
pachnie ziemia...   Jeszcze nasze morze
nie wyrzuca martwych ciał na brzeg.

Jeszcze pomóc ci jestem gotowy,
jeśliś głodny, dam ci coś na ząb —
póki wiem, że samolot nad głową
ludzi niesie, nie ładunek bomb.

Jeszcze w żagle dmie spokojna bryza,
zakochani nie rachują dni
ani nocy.
                ...Lecz już telewizor
w moim domu lepki jest od krwi...


Listopad 2004


Pieśń o proroczej Kasandrze

        Przekład piosenki Władimira Wysockiego

Długo Troi gród pod Priamem samowładnym
w oblężeniu trwał i wrogom się opierał.
Lecz trojanie nie słuchali słów Kasandry —
Troja może jeszcze stałaby do teraz...
    Nie szczędząc gardła darła się wariatka:
    ,,— Ja widzę! Ludzie! Miastu kres przynosi los!''.
    Lecz jasnowidzów, wieszczów i naocznych świadków
    przez wszystkie wieki zawsze rzucał lud na stos...
    przez wszystkie wieki zawsze rzucał lud na stos.

Gdy w noc na Troję z brzucha konia wyleciała
skrzydlata śmierć i obłęd rzezi się zaczynał,
nad bezrozumnym tłumem z trwogi oszalałym
krzyk się rozległ: ,,— To tej małej wiedźmy wina!''.
    Nie szczędząc gardła darła się wariatka:
    ,,— Ja widzę! Ludzie! Miastu kres przynosi los!''.
    Lecz jasnowidzów, wieszczów i naocznych świadków
    przez wszystkie wieki zawsze rzucał lud na stos...
    przez wszystkie wieki zawsze rzucał lud na stos.

I w ową noc, gdy krew lał oszczep, miecz i sztylet,
gdy więc spełniły się warunki przyszłej sławy,
tłum pragnął tylko znaleźć odpowiednią chwilę,
by się jak zwykle, póki można, z kimś rozprawić.
    Nie szczędząc gardła darła się wariatka:
    ,,— Ja widzę! Ludzie! Miastu kres przynosi los!''.
    Lecz jasnowidzów, wieszczów i naocznych świadków
    przez wszystkie wieki zawsze rzucał lud na stos...
    przez wszystkie wieki zawsze rzucał lud na stos.

I oto koniec — nietragiczny choć wstydliwy:
Grek jakiś wykrył, gdzie Kasandra się schowała
i zaczął się nią nie jak wieszczką posługiwać,
lecz jak zwycięski żołnierz prosty i zgłodniały.
    Wciąż bez spoczynku darła się wariatka:
    ,,— Ja widzę! Ludzie! Miastu kres przynosi los!''.
    Lecz jasnowidzów, wieszczów i naocznych świadków
    przez wszystkie wieki zawsze rzucał lud na stos...
    przez wszystkie wieki zawsze rzucał lud na stos.


Marzec 2007


Przekleństwo Penelopy

Nad umarłym grodem Troi krążą ptaki,
w zgliszczach tysiąc ciał niepochowanych leży.
Nie powracaj już, Odysie, do Itaki,
bo w Itace nie potrzeba nam żołnierzy!

Miałeś rzucać złote ziarno w glebę ciepłą,
miałeś z pieszczot mych niebiańską czerpać siłę...
Nie dla ciebie dziś już tkam weselny peplos.
Nie dotykaj! Popatrz, przędzę krwią splamiłeś.

Skoroś odszedł ponad sto księżyców temu,
nie odnajdziesz mnie już w utraconym czasie,
przewodniku niewidomych Polifemów,
w wiedźmie Kirke zakochany świniopasie.

Okrzyk bólu w piersi przygasł i moc stracił,
w ciężkich gronach zapomnienia wzbiera wino.
Nie zabijaj zalotników, mych przyjaciół!
Do Itaki swojej śmierci nam nie przynoś.


Marzec 2006


Sąd historii

Przed osądem historii stanie, choć po wiekach,
bogactwo i waleczność, potęga i szarża.
Sąd historii dotyka nawet i człowieka
chronionego przed prawem legendą —

                                        OSKARŻAM:

Oskarżam przed historią, lecz nie liczę na to,
że sięgnie sprawiedliwość zbrodniarzy nieżywych,
że faworyt poetów, morderca-bohater,
dostanie w sądzie dziejów wyrok sprawiedliwy...


Wrzesień 2005


Kalliope

Czarne rydwany Hadesa znikły w attyckim pyle.
W ciałach gnijących przy drodze tkwią styliska oszczepów.
Kalliope, córka Zeusa, bierze do ręki rylec:
z tysiąca śmierci powstanie nowy rycerski epos.

Arma virumque opiewa muza. I lecą strzały,
ruiny grodów zdobytych płoną jaśniej niż słońce.
Kto wiele gardeł poderżnął, wie, że nie umrze cały,
że będą o nim poeci śpiewać przez lat tysiące.

Bajaniem o dawnych czynach piastunki dzieci straszą
i rośnie nowy bohater, by hufce powieść zbrojne,
polecą znów kul tysiące, strzaskają tysiąc czaszek...

Kalliope, dziwka, Apolla zdradziła z bogiem wojny.


Październik 2006


Dostojnik

Spoza twych zębów nieprzerwanie się wymyka
słów długa nitka, słów niepowstrzymanych w pędzie.
Gdy wreszcie skończysz, to posłuchaj, dostojniku,
co o twych planach sądzi wierne twe narzędzie.

Mówisz, lecz czyny twe okrutnie słowom przeczą,
tobie ufając ludy umierają w ciszy,
krzyże w kształt miecza z naszych ciał wyrzynasz mieczem —
wiarę nam niesiesz, jak rębajło nosi szyszak.

Lecz jest pisane w wiecznej księdze ludzkich losów,
że rychło zginie, coś nieczystą zdobył siłą.
My żyć będziemy we wspomnieniach i eposach,
ty znikniesz z dziejów, jakby nigdy cię nie było.


Luty 2008


Trzecia wojna

Kiedy biją werble, rycerska to rzecz
przyłbicę opuszczać i dobywać miecz,
pokonywać góry, zstępować na dno,
żeby w całym świecie wyrugować Zło.

A że w kurzu bitwy zawodzi nas wzrok,
obalamy wiatrak, myśląc, że to wróg.
Lecz znów po gościńcach dudni ciężki krok,
znowu kłus pod nami zamienia się w cwał,
tratujemy wszystkich — swoich pozna Bóg!
Czarne wrony krążą nad stosami ciał...

Kiedy grają surmy, szybciej płynie krew,
ołów leci w niebo grawitacji wbrew.
Czas za ideały iść, nadstawić kark.
W ogień! — drze się herold — poświęcenie! pot!
wierność! jedność! honor! — leją mu się z warg.
A na drogach pełno oszalałych rot...

Rycerz kopie kruszy i o chwale śni,
a pociski lecą z bazuk, kusz i proc.
Lepią się od brudu obolałe dni,
zakwita pożarem przepłakana noc.

Gdy po wojnie rycerz do apelu stanie,
miasto niegdyś gwarne przywita go ciszą.
Pojedzie pod zamek, gdzie zdrajcowie wiszą,
i za swe zasługi odbierze nadanie.
Wtedy po raz pierwszy niepewnie pomyśli,
że może choć trochę Zło wyszczerbiliśmy...

I tylko czasami w nocy go wystraszą
twarze tamtych kobiet, gwałconych przez naszych.


Kwiecień 2011


Odejście rycerzy

Co za noc! Święty dym drażni nozdrza,
wokół nas stoi las wysokopienny,
nie ustaje nagi kapłan tańcem rozgrzan.
— Dorzuć drew! Niech bucha w niebo stos żertwienny!

Śmierć z zachodu nam przyniosły konie chyże,
a na każdym mąż bez lica, ukryt w stali.
Lecz nie przemóc naszych bogów bogu z krzyża!
Jeszcze tylko tych, kto ubit, trza nam spalić...

Co za noc! Bierwion trzask! Fletów wrzask!
— Śmiej się, bracie, jeśli już cię stać na śmiech!
Wypij! Dziewki chętne bierz, nim wstanie brzask,
w taką noc po takiej wojnie to nie grzech.

W świętym gaju kryje się zbawienna moc,
kapłan misę płodów ziemi jej wystawił.
— Bywaj tutaj! Trza przy ogniu w taką noc
tańczyć, bo już sam nie może ten, kto zabit.


Kwiecień 2011


Ludowa ballada o królu Janie III Sobieskim

Chmiel dojrzewa na polach,
miody w ulach się pszczolą,
słońce młodą całuje pszenicę,
lud do spichrzów plon zwozi...
Więc użyźnić czarnoziem
świeżą krwią postanawia król-rycerz.

Jeszcze ognista zorza
wieści zachód, nie pożar
i oberże dygocą od tańców,
lecz nim skończy się lato
burza znów wstrząśnie światem:
król dla sławy pobije pohańców.

— Słudzy, hej, dajcie konia!
Na Kahlenberg!   Noc płonie!
Jutro Bogu sto śmierci poświęcę!
Pośród ognisk i zniczy
trudno zbirów policzyć,
ale myślę, że moich jest więcej.

Wrzask się podniósł stugębny,
drą się surmy i bębny,
hurgot armat roztrzaskał świt blady!
Szabla z brzuchem się gzi!
Księżyc!   Krzyż!   Tyle krwi...
Öldürmek!
     — Rżnij i pal!
         — Keine Gnade!

Przez przełęcze i bagna
wraca król — victor magnus,
wozów ciągnie się wąż, łup na łupie:
broń, arrasy, ozdoby...
I udało się zdobyć
kawę, zamiast od Turków ją kupić.

Mgła jesienna nad ranem
skrywa łan stratowany,
pusto w spichrzu i goło w komorze,
płacze matka nad synem...

I nie będzie dożynek —
z ludzkiej krwi kiepsko rodzi się zboże.


Luty 2008


Czas herosów

Czas płynie...   kryje kurzem ślady dawnych dróg
i czyny blakną, by w przeszłości się roztopić...
Chociaż nie zmieni faktów człowiek, ani bóg,
nad ocenami wciąż sprawuje sąd dziejopis.
Więc, bohaterze, w sztywny pomnik skamieniały,
przybądź co prędzej! Na rozprawę lepiej stań, bo
jest w jego mocy okryć cię na zawsze hańbą
albo do niemal boskiej doprowadzić chwały.

     Oto nad Troją rydwan słońca tkwi w bezkresie,
     wysyła blaski, by tańczyły pośród drzew.
     Jakież to dobro uczyniłeś, Achillesie,
     by zrównoważyć mieczem twym przelaną krew?
     Jaki zgasiłeś pożar, kiedy Ilion płonął?
     Którąś ocalił z ofiar, rzuconych na żer ci?
     Po łup sięgałeś śmiało ręką uzbrojoną,
     sługo Aresa. Teraz twój trup chce pokonać
     niepamięć śmierci...

Mijają wieki, przeszłość pozostaje w tyle...

     Alea iacta, kres republikańskich marzeń.
     Władałeś światem, rozsiewałeś śmierć, Cezarze,
     i plon zebrałeś: zdradę i pod żebro sztylet.
     Coś chciał ze światem począć, gdyby cały świat
     jak łeb odcięty wprost pod twoje stopy spadł?

Komunię śmierci chmarom wojsk zakutych w zbroje!
Jak krew na pola, inkaust leje się na karty
i dzieje świata stają się historią wojen...

     Francja, znękana krwawym flirtem z Robespierrem,
     spieszy podpisać własną krwią pakt z nowym czartem.
     — Allons, enfants, donc!   — W postęp?   — Mais non! A la guerre!
     Grzmi huk za miedzą
     z armatnich luf,
     poeci bredzą
     ,,O, roku ów!''
     i giną ludy.   — Pan to lubi, Bonaparte?

Bohaterowie, wielbiciele życia w grozie,
wasze ofiary przemieniają się w czarnoziem...
Czas płynie...   gęstą mgłę nad dawnym światem skłębił
zaciera linie, w dumnych twarzach blask ugasił.
Wasze pomniki są wychodkiem dla gołębi —
iustitia facta.
                           Sprawiedliwy wyrok ptasi...


Marzec 2011


Hymn

Cisza grobowa...   Wczytaj się w tą ciszę,
i wmyśl się w ludzi u historii bram.
W uszach...   — Ktoś śpiewa, słyszysz?   — Ledwo słyszę
słowa starego hymnu:  ... zyszczy nam...
We łbie jak młotem dudni mi migrena
i ból istnienia, lecz chandra przemija:
... Bogiem sławiena...
... matko zwolena...
... Maryja !...

Podobno słowa te praszczurów wiodły,
przez wieki, w przyszłość. Aż nadali diabli,
że w nowszych czasach wojennych i podłych
jakiś szlachetka wymyślił, cholera,
hymn całkiem inny, o żądnej krwi szabli,
którą coś komuś będziemy odbierać.

Droga ku gwiazdom dziś się nam poczyna!
Jak długo w wojnie swym sercem tkwić można?!

Przekujmy szable na szydła i rożny,
dawnego hymnu posłuchajmy ze łzą,
słów z mroku:  ... Twego...
                                            ... Syna Gospodzina
...
... Kyrie eleison...


Czerwiec 2008


Na wzgórzach Mandżurii

        Por. Paweł Biernacki, tłumaczenie znanej rosyjskiej pieśni.
        Poniżej moja antywersja, też walc, chociaż całkiem inny.


Bagnetem pierś chmurze rozciąłeś —
śnieżynki sypnęły się w taniec...

Gdy szliście na wschód, jarzębiny wesołe
ciężkimi kiściami wisiały nad siołem.
Gdy szliście na wschód, brzmiał harmider i klangor,
bzyk pszczół, świerszczy granie...
Czy tego wam było za mało?
Dziś kości bieleją dokoła Shenyangu.
Co was tam zagnało,
Słowianie?!

Strzeliłeś na wiwat ku słońcu
i ciemność zawisła nad krajem...

Rozkazał wam car maszerować bez końca,
pokonać Azjatów, Mandżurię przyłączyć...
Ten rozkaz wam przyniósł niesławę i biedę.
Już głód spać nie daje
i zamilkł w oddziałach wrzask wodzów.
Bo tłumnie wypina się piersi po medal,
lecz trup sam przy drodze

zostaje.


Sierpień 2008


Przepowiednia na dzień zwycięstwa

o wojnie budut dietskije igry s nazwanijami starymi
i liudiej budiem dołgo dielić na swoich i wragow.
W. Wysockij ,,Piesnia o nowom wriemieni''

Na polu bitewnym już dogasa ogień,
na ciała leżące spada czarny pył.
Nie trzeba się, panie, natrząsać nad wrogiem
i nie każ już dmuchać w surmy triumfalne.
Zwyciężyłeś — taki powstał układ sił,
twoja pięść wygrała, nie Wyższa Moralność.
Motyl machnął skrzydłem i wywołał burzę,
z burzy skorzystałeś, by tamtych pokonać.
Nie Bóg w twoim sercu wiódł zbrojne legiony,
lecz któryś z twych butnych oprychów w mundurze.
Czas rany zabliźnia, krew z rąk zmywa woda,
na mogiłach rośnie nowa trawa. Ale
tych, których zabiłeś, zawsze będzie szkoda...
A kiedy pochlebcy twą chwałę wykrzyczą,
pokonanym wrogom światełko zapalę,
niechaj drżą dworacy przed twym złym obliczem,
bo będzie cię dręczył ten nikły płomyczek.
I kiedyś świadomość niemiła cię dotknie:
gdyś zeżarł tych, których los rzucił na żer ci,
to już odtąd musisz wędrować samotnie
ku śmierci...


Grudzień 2008


Dezerterzy

        Przekład rosyjskiego wiersza napisanego przez K. Simonowa
        według angielskiego wiersza R. Kiplinga
        (Simonow chyba z powodów politycznych twierdzi, że tylko
        przetłumaczył Kiplinga, ale na oko widać, że napisał własny
        wiersz na podobny temat).


Przeklęty los na świecie Bóg nam dał!
Kto w piekle wojny trawę żarł i kurz
i kto bez wieści przepadł, bo tak chciał —
— nie martwcie się, nie wróci nigdy już.

Wierutne łgarstwa plótł wam gazet chór,
że bohaterską śmiercią...   — Kurwa mać!
Te nekrologi — stek żałosnych bzdur!
Któż może lepiej od nas prawdę znać?!

Przed medykami są tu stada wron,
więc nie odróżnisz, gdzie usta, gdzie nos.
I tylko strzęp munduru, tylko on
może mnie zdradzić, jak kapusia głos.

Ale ja wiem, jak gębę zatkać mu!
Wpierw niech do dołów wrzucą bitwy łup,
potem znów zacznę życie, lecz nie tu,
gdy mnie zaocznie złożą w płytki grób.

Nareszcie apel. Ktoś tam w trąby dmie:
Poległ!   — Ku chwale!   — Oddział, równaj krok!
Nie żyjesz — czysty jesteś, znaczy się,
więc ruszaj, chłopie, gdzie poniesie wzrok.

Będziemy znowu kochać piękną płeć,
mogiły nasze — murawa i mech,
żałobne marsze będą w radiu grzmieć,
zakryją z głową nasz śmiertelny grzech.

Motywy nasze pojmie, kto nie kiep
i kto z wojenką szedł codziennie w tan.
A jeśli masz poglądów pełny łeb,
to te poglądy schowaj sobie pan.


Maj 2004


Kiedy żołnierz...

        Przekład piosenki Francisa Lemarque'a ,,Quand un soldat''
       
słowa francuskie
        wykonanie Yves Montanda
        Piosenka powstała w czasie francuskiej wojny w Indochinach
        i była zabroniona przez francuską cenzurę. Takie były czasy...


Już w lufie kwiat, i werbel gra, więc idź,
że serce ma dwadzieścia lat, to nic.
Adiutant czasem wrzaśnie ,,— Równaj krok!'',
a chlebak bezlitośnie tłucze w bok...

Gdy żołnierz idzie w bój, w tornistrze ma
buławę marszałkowską, wiarę w cud.
Gdy wraca z wojny, wtedy tylko ma
ubranie w strzępach, skrzepłą krew i brud.

A los go ku śmierci gna
na wojenkę, na wojenkę.
I ta bezsensowna gra,
czułą miłość w nosie ma.

Lecz znów trzeba wziąć się w garść,
trzeba znowu iść, nim przeminie rok.
I świat tym się dziwi, co wolą raczej paść,
niż pomylić krok.

A ciał jest potrzebny stos,
bo wojenka, bo wojenka
ma gdzieś zakochanych los,
lubi tylko werbla głos.

Gdy żołnierz idzie w bój, nad sobą ma
niezłomne pieśni, i kwiaty u stóp,
gdy wraca z wojny, znaczy to, że ma
olbrzymie szczęście, że go minął grób,
olbrzymie szczęście, że go minął grób,
olbrzymie szczęście, że go minął grób.


Sierpień 2014


Jarzębiny

        Przekład piosenki Karela Kryla z r. 1968.

Pod ciemnoczerwonymi jarzębinami
poległ motylek między karabinami.
Sierżant z piechoty
rozgniótł go w sianie
i zginął motyl
jak nasze kochanie,
i zginął motyl
jak nasze kochanie.

Na brzegu rzeki trawa jest wydeptana,
niby z gościną — lecz wpadli huraganem.
Nad ziemią całą
warczą nietoperze,
a lud struchlały
łomoczą żołnierze,
a lud struchlały
łomoczą żołnierze.

Na niebie księżyc jak drożdżówka z twarogiem.
Kupimy flaszkę rumu w karczmie za rogiem,
ty się przytulać
będziesz z obcym panem,
ja będę hulać
spity z kapitanem,
ja będę hulać
spity z kapitanem.


Listopad 2007


Do Hasiba

Dzień zmęczony do zachodu się pochylił
nad wyschniętą ziemią Persji i Arabii.
Pewnie sprzedałbyś z ochotą
plon twej ziemi — płynne złoto.
Ale nasi specjaliści wyliczyli,
że, Hasibie, taniej wyjdzie ciebie zabić.

Nasze ręce pozostaną przy tym czyste,
niech sumienie jak gwóźdź w bucie nas nie gniecie.
Niech jak rzeka w eter płynie
baśń o złym muzułmaninie,
przyprawimy ci facjatę terrorysty.
Świat uwierzy, bo świat zawsze był jak dziecię...


Kwiecień 2005


KRONIKI WOJENNE

Sura o oczekiwaniu

Allach jest wielki! A szatan chce wojny.

Najpierw niewierni miasto opuszczają.

Potem pod słońcem łudząco spokojnym
drżąca niepewność szerzy się po kraju.
I gdy mężczyżni zbiorą się przy kawie,
cichsze niż zwykle prowadzą rozmowy
a stare żarty jakby mniej ich bawią,
kiedy czekają na zagładę świata.

Jak dawniej błyszczy czółno księżycowe
(i tylko w dali szyb naftowy płonie).
Ciągnie ożywcze tchnienie znad Eufratu
i jeszcze można śmiało podnieść głowę
albo przed Bogiem do ziemi ją skłonić.

Potem jazgocze radio jakieś bzdury,
że wróg nieczysty spadnie na nas z nieba,
że za ojczyznę życie oddać trzeba.
Więc ludzie patrzą lękliwie do góry
i z całej siły próbują się nie bać.
Może ta burza jakoś bokiem minie?

Ale nocami hałasy złowieszcze
nad śpiące miasto płyną od pustyni
i szczęk gąsienic niesie się po drogach.

Jeszcze dom mamy i żyjemy jeszcze...

Allach jest wielki! Nie ma nad nim boga!

Sura o ogniu

Allach miłosierny noc nam dał bezkresną
i po dniu upalnym z nieba zdjął już słońce.

Lecz dlaczego ptaki zrywają się ze snu?
Co robią nad głową światła gorejące
jak bengalskie ognie w koniec Ramadhanu?

Wielka barwna łuna wypełza nad dachy,
rozjarza powietrze blaskiem rozedrganym
i rozdziera ciszę
kakofonią strachu...
Ziemia się kołysze!
Wielbłąd oszalały
zerwał się z łańcucha!
— Co się, gdzie się stało?!
Słychać jakieś jęki,
lecz nikt ich nie słucha.
Derwisz, sługa boży,
w piachu szuka ręki.
Dziewczyna w czadorze
leży nieruchomo.
Napływa z przestworzy
deszcz ognisto-złoty
i wyżarza domy.
Nad Kasbą spaloną
już zamarły krzyki,
bo w czasie nalotu
nawet skały płoną
a ład boży znika...

Allach Akbar! Czemu śmierć z góry przylata?!
Czy szatan zamieszkał u niebios Twych bramy?!
Czym nasycić chciwość panów tego świata?

To jest nasza ropa — nic prócz niej nie mamy...

Sura o nowych czasach
,,We don't do body counts''
gen. Tommy Franks
US Central Command

Allach jest wielki! To On uczynił
góry wysokie, jeziora słone,
lecz nie zapomniał i o pustyni
— dał jej skorpiony.
Obcy się patrzy, lecz nie dostrzega
ruchu wśród zwałów piachu suchego,
żółtawych kleszczy w pęknięciach skały.
Nie wie o żądłach, które nas strzegą,
jadem nabrzmiałych...

— Porozmawiajmy! — obcemu wołasz,
lecz widzisz tylko pancerz i koła.
Kogoś rozjedzie — i znika w dali,
i zawsze w ruchu, w wiecznej pogoni.
Ciężko się gada z lufą ze stali,
co śmiercią zionie.
Lecz my już wiemy, że pod mundurem
obcy ma ludzkie stopy i dłonie,
spoconą skórę
i miękką szyję,
i że pod skórą serce mu wali...
...póki się żądła w ciało nie wbije.

Więc to nieprawda, że nic nie możesz!
Czołem o ziemię uderz nad ranem,
po raz ostatni spójrz na świat boży,
druh ci odczyta surę z Koranu...
Potem już tylko chodzi ci o to,
byś, nim ci odwłok butem rozgniotą,
zdążył ich żądłem przebić w rozpaczy!
I niech ich matki za oceanem
jak nasze płaczą.

A kiedy wreszcie wolność się ziści,
to, bracia w Wierze, bracia w Rozumie,
zmyć trzeba będzie krew z naszych sumień!

Uchroń nas, Boże, od nienawiści,
jeżeli umiesz...


Luty 2004


Głos brakującej frekwencji

Gdy mają mnie chłostać, nie ja będę splatał im bat,
nie dodam złotówki opryszkom, co stówę mi biorą
a w pierdlu, gdzie siedzę, nie moją jest troską stan krat.
Więc czemu mam dreptać potulnie do waszych wyborów?!

Głosować? A który kandydat na rękach miał brud
od ziemi? I mgłę żarł, nie mogąc obiadu wymyślić?
I który za snem biegł, co w ciszę mogilną go wiódł?
Postawię mu krzyżyk, jeżeli go znajdę na liście.

Żar piekła chcesz zakląć, wrzucając do urny swój krzyk?
Nie zmieści rozpaczy, co ludziom wykrzywia twarz w gębę
a tylko obrodzi złym zielskiem koterii i klik
i tylko twym władcom naostrzy pazury i zęby.


Wrzesień 2005


Pieśń bojowców o wolność naszą, waszą i psa Szarika

Idziemy ślepi, gdzie Wódz nam każe,
orły na hełmach kraczą jak wrony,
przed nami obce zacięte twarze,
za nami cisza i piach stopiony.
Gwiaździsty pasiak biało-czerwony
we krwi.
Przez ciemność, która ogniem migoce,
przez pozbawione miłości noce
i dni,
przez żal, że świeżo zdobyte kraje
nas nie kochają,
nas nie kochają...

Orły na hełmach jak wrony kraczą,
a my stąpamy, gdzie Wódz nam każe.
Z przodu jezioro czarnej rozpaczy,
z tyłu ołowiu pełne cmentarze.
Nie ma powrotu do czułych marzeń
sprzed lat,
niech głos sumienia serc nie zatruwa
i głów żołdackich, gdy gada spluwa
i gnat.
Dopóki płacą, niech milczą żądze.
Płyną pieniądze,
płyną pieniądze...

Lecz czasem znienacka ochota nas bierze,
by być tak jak ludzie tutejsi za murem,
by pójść do meczetu i czołem uderzyć,
by wsunąć monetę w dłoń drżącą derwisza,
na śmigłym dywanie ulecieć nad chmury,
głos Szecherezady wieczorem usłyszeć...

Lecz znów zakrakał nam biały orzeł,
znów F-16 i bomby w cenie.
Krwi utoczymy Czerwone Morze,
kapelan łatwo da rozgrzeszenie...

Lecz płacz ulewy czasem przemienia
się w grom!
Pożar zbudzony rozpaczą czarną
może któregoś roku ogarnąć
nasz dom —
nasz własny dom!
Wtedy będziemy Wodza przeklinać:
— To jego wina,
to jego wina...


Listopad 2006


Lustracja

Zlustrujemy szubrawców i fałszywych proroków,
wytępimy te chwasty bez ściemy!
Obetniemy im język, wydłubiemy im oko,
w ogniu wiecznym na wiór upieczemy!

Z IPN-u ich teczki niech do mediów przeciekną,
niech nie zwodzą, lub niech nikt nie słucha!
Niechaj drżą kłamcy serca, nim pochłonie ich piekło,
nawiercimy im Boschem dziur w brzuchu!

Oblejemy ich moczem, okupkamy ze szczętem,
niech ich domy w chlewiki się zmienią!
Wykreślimy z historii ich nazwiska przeklęte!
Na nas, czystych, zaś spłynie zbawienie...


Marzec 2007


Wakacje u schyłku demokracji

Jak spać, gdy księżyc zwidami obrasta,
co nas, kalekich lunatyków, mamią?
Jak znieść niepokój przywleczony z miasta,
co szarą mokrą mgłą oblepia namiot?

Jak patrzeć w tęczę, kiedy pęka głowa,
bo rak podejrzeń rozlazł się po kraju?
Czym leczyć duszę? I gdzie załadować
garby poglądów za ciężkie na kajak?

Stęchła bezsiła, chmury w barwie stali,
barometr upadł i w krzyżu go boli
niebo kołysze się na martwej fali...

A kiedy w końcu sztorm ciszę roztarga,
zostanie gorzki osad morskiej soli
na wyschłych wargach...


Sierpień 2007


Zmiana warty

Krzyż w lewej dłoni trzymałeś a w prawej żądło kobry.
Łeb w gębę pchałeś ludowi a on ci go nie odgryzł.
Huczała wiosna. Europie dawna niemoc obrzydła,
więc gnała w przyszłość jak w święto
na skrzydłach,
a w naszych zębach chrupało stare znane wędzidło,
bo miałeś nas za agentów.

Ludziom, co poszli za tobą ufni, że prawo ziścisz,
uśmiech z warg drżących ścierałeś religią nienawiści.
Wyrwałeś kołki z grobowców.   I upiory wróciły
niegdyś już w pył rozgromione.
Niemiło
wciąż zamiast słońca na niebie tkwił nad nami twój tyłek,
tylko zmieniałeś mu trony.

Lecz wiatr nam twarze osuszył, kraj już nie tonie we łzach.
Z mogiły księcia Popiela zastęp myszy wypełza,
wzrastają w szczury żarłoczne, ciągną się po horyzont
(a w nas dojrzewa piosenka)
i gryzą
postronki, kneble, i kraty, kata po krwawych rękach!

Ich teraz trzeba się lękać...


Październik 2007


Czas przebaczenia

Z Hellespontu wiatr westchnął łagodnie
i jak kot się o cyprys ociera.

Przed wieloma wiekami
ktoś tu piach krwią zaplamił...
Nie wymawiaj już Grekom tej zbrodni,
wrzuć do morza bajania Homera!

Cień Kasandry po ziemi się szwenda,
ludzkie serca rozszumił jak las,
co pożogę zwiastuje w rozpaczy.
Troia erat delenda,
i Carthago delenda,
i Varsovia delenda,
przez ruiny i zgliszcza mknie czas...

Lata przeszły.   Już trzeba wybaczyć.

Nad Tygrysem nareszcie deszcz pada,
derwisz rower opiera o palmę.

Zbrodnie stare i nowe
trzeba będzie darować
kiedyś...
                Dzisiaj choć resztki Bagdadu
ocalmy.


Październik 2007


Pieśń ku czci lotnictwa wojskowego

Na niebie obłoki...   Pod nimi
ojczyznę nam Allach położył...

Przyjaciel przychodzi po ziemi,
śmierć nagła nadciąga z przestworzy.
Gdy z krostki na jasnym błękicie
wyrasta ptak trądu stalowy —
nie zwlekaj!
Jeżeli ocalić chcesz głowę,
w pustynną jaszczurkę się zamień.
Jeżeli uchronić chcesz życie,
uciekaj
pod piach lub pod kamień!

O, Allach!   Al Salam w Arabii
niech z naszej modlitwy wynika!
I tylko znad głów nam śmierć zabierz...
I oczyść nam niebo z lotników...

W krainie północnej są dziwa...
Tak ludzi moc ciemna urzekła,
że kiedy im umrze ptak z piekła,
z szacunkiem go kładą do grobu
i płaczą.   A kraj się okrywa
żałobą...


Styczeń 2008


Schyłek epoki

Krwawe słońce za Florydę się schowało,
¡buenas noches! — broda legła na poduchach.
Comandante sam zostaje ze swym ciałem,
ono jedno na tej wyspie go nie słucha.
Gdy już drżąca noga nie wytrzyma biegu,
jak mam biec, by butem imperializm zdeptać?
Jak mam wkrzyczeć w serca ludu rojo fuego,
kiedy płuca ledwie radzą sobie z szeptem?

     I list, co skądś przyszedł, tajemny:
     — W zamorskiej ukryję cię dali,
     daj rękę, hombrito, chodź ze mną
     tam, gdzie już panuje socjalizm.
     Chodź ze mną, człowieku...   Lo siento,
     lecz w podróż nam ruszać wypada
     bezdrogą zamgloną i krętą.
     I podpis:   Tu cabo callado...

Póki jeszcze nieskończona Causa Grande
i kontynent czeka na otwarcie oczu,
trzeba codzień w krnąbrne piekło wbijać sztandar!
Jeszcze muszę...   czekaj...   nie czas jeszcze spocząć...
trzeba podnieść...   ale ręka w górze mdleje,
więc jak wskazać el camino estrellado?
Skąd wyszarpać zapał, wolę i nadzieję?
Muszę iść...   obalić kogoś...   nie dam rady...

     — Patrz, księżyc...   Tak dziwną ma siłę,
     przyciąga i morza, i serca.
     Chodź ze mną, tu już zwyciężyłeś,
     no tienes que hacer ya fuerza.
     Za tobą rozjarzy się niebo
     pochodnią ciśniętą na stertę.
     Chodź w przeszłość.   I więcej się nie budź...
         — Kim jesteś?!
         — Wiesz przecież, la Muerte.


Luty 2008


Bohaterskiemu zdobywcy Nangar Khel
[...] czterej szeregowi mogą w ogóle nie trafić do
więzienia. Zarzuty pozostają te same: zabójstwo
cywilów lub ostrzelanie niebronionego obiektu,
grozi im więc nawet dożywocie.
Ale szeregowi mogą liczyć na nadzwyczajne
złagodzenie kary, bo śledczy uznali,
że działali w warunkach
,,ograniczonej poczytalności''.
Gazeta.pl Wiadomości, 2008-07-07 11:29

Ktoś w resztkach wioski strzaskane ciała
z ruin wyzbiera,
potem przysypie, co z nich zostało,
pustynnym piaskiem...
Olej to! W końcu lekarz ci wyda
żółte papiery
i z zasłoniętych oczu Temida
ściągnie opaskę,
by cię na wolność puścić bez kary,
bo tego ponoć zażądał Naród.

     — Po lasach, górach, po miejskich brukach,
     po kwietnych łąkach, po morskich falach,
     żądającego Narodu szukam.
     I wołam w Polskę, wołam bez końca,
     lecz w tym narodzie twoich obrońców
     nie mogę znaleźć,
     nie mogę znaleźć...

Sumień cywilnych mędrków unikaj,
na co ci słońce?
Stać cię na laski i niezłą brykę,
więc żyj na zdrowie.
Strzelałeś chętnie, gdy Wódz ci rzucał
krwawe czerwońce,
więc na nieśmiały ognik uczucia
ogniem odpowiedz.
A gdybyś co noc przez sen w krwi tonął,
pomoże flaszka...   z wodą święconą.

     — Ręka dzierżąca broń niech omdleje,
     mózg niech uwierzy w szlachetny mit,
     niech w naszych sercach wstanie nadzieja,
     że za te ciała w zwalonych domach,
     leżące cicho i nieruchomo,
     będzie ci wstyd,
     będzie ci wstyd...


Lipiec 2008


Baśń o smutku

Dawno, dawno temu, a może jeszcze dawniej, kiedy ludzie lękliwie przemykali po ulicach między pędzącymi stadami świętych krów spalinowych, było sobie Królestwo zamieszkane przez dwa oddzielne narody, a jako że to były narody, tedy piszą się wielkimi literami: Politycja i Lud. Stosunki między nimi były proste: biedny Lud budował mosty, zbierał zioła, czyścił brudy, uczył w szkołach, w polibudach — a Politycja tym się zajmowała, że mu coś cięgiem zabierała: panowie i panie, co niesiecie w dani? Zabrała Ludowi złudzenia, że świat na dobre można zmieniać; zabrała Ludowi honor, wtrącając Królestwo w haniebną wojnę na innym kontynencie; i bez przerwy zabierała Ludowi pieniądze, pieniądze, pieniądze... Politycja lubiła pieniądze i potrzebowała ich dużo.

Odwiedzali Królestwo wędrowcy z dalekich stron, ale żaden nie zagrzał miejsca. Przyleciała Mądra Sowa — Król ją kazał deportować. Serca głos się rozległ w dali — politycy je wygnali. Nawet Brzask, Zapowiedź Świtu, stał się wrogiem i banitą. A Politycja wysiłkiem Ludu stawiała coraz to nowe pomniki na własną chwałę, a jak brakowało miejsca na nowe pomniki, to je stawiała na starych.

Aż raz na to dawne, dawne Królestwo przyszła okropna Śmierć Latająca i zabrała Króla wraz z połową Politycji. Zasmucił się Lud Smutkiem jak noc czarna, bo chociaż jego dola zawsze była marna, była to przecie jego własna dola, pod własnym Królem i z własną Politycją na przedzie, którą teraz los przerzedził. Ów Smutek się wcale nie wzdragał, jak grom się przez serca przetoczyć, i kirem zakwitnąć na flagach, i łzy napompować do oczu...

A było w Królestwie Wzgórze Żywe, drzewiej należące do wielkiego Smoka Złego, co ział ogniem i siał grozę, przez Szewczyka przegnanego, czy to Smok był, czy dinozaur, w każdym razie po wywłaszczeniu Smoka Wzgórze zostało znacjonalizowane i ogłoszone własnością Ludu. I ta resztka Politycji, którą Śmierć Latająca ostatecznie ze szponów wypuściła, postanowiła odebrać Ludowi Wzgórze Żywe i postawić na nim pomnik zmarłego Króla. Tak jeno, żeby nie wyjść z wprawy w zabieraniu.

Ciężko było Ludowi zdobyć się na kolejną dań, ale to był Lud poczciwy, rewoltami niezatruty, zatem oddał Wzgórze Żywe, i dołożył jeszcze Smutek: jak Wzgórze wasze, to i Smutek wasz. Odtąd, wobec braku Smutku, Lud weseli się i pije, Politycja łka cichutko, a kir na sztandarach gnije, bo nikomu nie chciało się go poodczepiać po zakończeniu żałoby.

Dawno, dawno temu, a może jeszcze dawniej, smutna Politycja dokonała elekcji nowego Króla, zabrała Ludowi jeszcze wiele dotąd niezabranych rzeczy, jego wysiłkiem postawiła sobie wiele nowych pomników i wszystko jakby wróciło do normy. Ale już nigdy Lud nie zapłakał nad swoją Politycją, bo nie miał już Smutku. Smutek pozostał przy pomnikach i na Wzgórzu Żywym.

Jak tyle nazabieraliście, to sami się smućcie.


??? 2010


Baśń o martwych bohaterach

Będziecie, widma, skakać pod rytm mojej śpiewki!
Będziecie, duchy, tańczyć, tak jak ja wam zagram!

Obmywam twarz miesięczną krwią nierządnej dziewki,
na obłokach rozpinam płonący pentagram,
aż drżenie niepokoju idzie po zaświatach.
Mózg mi bólem wybucha, nogi skuwa zima
nabiegła przerażeniem. Lecz nic to, wytrzymam!

— Wołam was! Advenite, spectra condemnata,
bohaterowie miecza, garoty, kałacha!
Zanim kogut zapieje, zanim sen się prześni,
spętani moją klątwą, przybądźcie bez strachu,
niewrażliwi na ciosy, bo już bezcieleśni!

Piorun wypadł spod ziemi i roztrzaskał ciemność,
aż wstrząsnął się gacopierz, śpiący w moich włosach.
Wicher, co nagle zawył, też miał woń podziemną.

I nagle moja grota pełna jest herosów,
których ja, bard wędrowny, oceniać nie mogę.
Każdy z nich najmężniejszy był, póki był żywy,
każdy z nich wśród swych wrogów
umiał wzbudzić trwogę,
każdy lżejszy w języku i bardziej chełpliwy.

Komu przyznać pierwszeństwo i najwyższą rangę?
Temu, który zawładnął całym Bliskim Wschodem
i krwawy ślad zostawił od Teb aż po Ganges?
Temu, kto rąbał, gwałcił i rozwalał grody,
hen, od stepów Mongolii po legnickie pole?
Temu, kto niezdobytą Syberię wymościł
stosami ludzkich kości
i miliony popędził w haniebną niedolę?
Czy temu rycerzowi, który w czas niegodny
trzy kozackie łby strącił jednym cięciem miecza?
Czy konsulowi, który, gdy mu brakło świeczek,
ludzi wieszał na krzyżach i zmieniał w pochodnie?

Hej, powiedzcież, herosi, jakie ideały
przedsięwzieliście krzewić mieczem i szpadryną?
Plany jakiego świata i z jakiej przyczyny
wam na biednym padole ziemskim przyświecały?
Mówcie żeż, zanim Signum Ignis się wypali!

Lecz martwe usta gości pozostają ciche,
tylko psy wyją w dali...
i wicher...


Marzec 2011


Mit o odtworzeniu świata

Plugawy okrzyk żołnierski coraz rzadziej wybuchał
i słabiej łąkę zwęgloną rwetes bitwy bezcześcił.
Ostatni obrońcy ojczyzn już wyzionęli ducha,
dym opadł. I ziemia cicho westchnęła, że nareszcie...

Widziałem: na rzece pełnej krwi promyk słońca błyszczał,
i czułem: deszcz z ciężkiej chmury spływał na lasu zgliszcza,
i jeszcze wschód się czerwienił, i jak pochodnia płonął.

Przez ściółkę czarną jak żużel przebiegło spazmem drżenie,
wzbudziło rwącą tęsknotę w nasionku niespalonym,
by dalej...   i wyżej...   w niebo, rosnąć! pęcznieć! do dzieła!
dymiące pogorzeliska w zielone puszcze zmieniać...
bociany sadzać na dachach...
                                                          Wtem wyrósł z niego kiełek.
Ukryty nieznany tropizm na wolność go prowadził,
wodą zmieszaną z popiołem odżywiał się i sycił,
namacał trup generała, wzrósł na jego rozkładzie...

I znów zwyciężyło życie!


Kwiecień 2011


Niepodległość

Ktoś wiek temu Moskala zwyciężył,
tak od rana patryjoci plotą.
Zieeew...
                    Spoglądam w okno — a tu księżyc
po Bulońskiej posuwa piechotą!

Spieszy jakby chciał taksówkę złapać,
chmury brutal poroztrącał w biegu,
na łbie sterczy...   czy to lisia czapa?
Nie, to raczej kołpak Twardowskiego.

Niechby nosił głowę nawet w hełmie
jak zakuty średniowieczny rycerz!
Siedem procent brakuje do pełni.
Ja przepadam za takim księżycem.

Posrebrniało...   Więc patrzysz miłośnie,
pies mi w kieszeń wpycha pysk kosmaty...

Wolę księżyc od niepodległości!

Z poważaniem —
                               Wasz Stefan, lunatyk.


Listopad 2008


Imperium zła (fraszka)

Co na to powie ta sowa uczona,
którą Atena ma na swojej tarczy?
— ,,Imperium zła''? Cóż, to przecież pleonazm!
Dobrych imperiów nie ma nawet w niebie.
Samo ,,imperium'' powiedzieć — wystarczy,
w imperiach dobro nie bywa u siebie.


Wrzesień 2024


Stara pieśń żołnierska

        Przekład piosenki Bułata Okudżawy

Pieśni nasze szumne już odśpiewał pułk,
oddudniły koła i kopyta,
o kociołek z zupą bębni werbel kul,
młoda markietantka śpi zabita.

Mało nas zostało — my i wokół swąd.
Nas niewielu i niewielu wrogów.
Póki my żyjemy, czeka na nas front,
jak zginiemy — wtedy rajska droga.

Ręka pieści kolbę, głowa tęsknie śni,
dusza gdzieś tam pod niebiosa wzlata.
Po cóż wciąż piszemy atramentem krwi
epistoły niepotrzebne światu?

Przy zbiorowym grobie stoi smutna straż,
przy kwaterach wiecznych na uboczu.
Ból przeminął, czyste serce jest i twarz
i rozwarte jak u dzieci oczy.

Śpijcie sobie, chłopcy, a za jakiś czas,
będzie dużo nowych oficerów,
nowi już żołnierze przyjdą zmienić was,
zajmą wasze prycze i kwatery.

Śpijcie sobie, chłopcy, śnijcie sen sprzed lat:
kule, miłość, krew wdeptaną w piasek.
Nic nowego nigdy nie wymyśla świat.
Żeby pokój zawrzeć, braknie czasu...


Sierpień 2016


Pieśń o nowych czasach

        Przekład piosenki Władimira Wysockiego,
        można jej posłuchać w oryginale tutaj


Niby dzwonem na trwogę w oddali rozebrzmiał czyjś ciężki krok,
więc i nam pora w drogę. Nie żegnaj, bo łamie się głos.
Szlakiem nieprzedeptanym pod wiatr biegły konie w tą noc i mrok,
ciemnych jeźdźców unosząc na dolę niepewną i los.

Nasze czasy są marne, lecz szczęścia szukamy jak ci sprzed lat,
jak za cieniem nadziei gonimy wśród pól, dróg i kniej.
Ale patrz! W tej pogoni co lepszych przyjaciół odbiera świat!
W cwale nie dostrzegamy, że jest ich u boku wciąż mniej...

Jeszcze długo będziemy blask ognisk po wsiach za pożary brać,
długo będzie złowieszczym wydawał się nam tupot nóg.
Jeszcze dzieci nam będą jak dawniej w żołnierzy i w wojnę grać
i bez końca będziemy oceniać: ten swój, a ten wróg.

A gdy już się wypali, wypłacze i wojna swój złamie miecz,
kiedy konie zmęczone pod nami nie pójdą już w cwał,
gdy dziewczyny założą sukienki, szynele zaś pójdą precz,
nie zapomnieć nam wiatru, co wczoraj tak w oczy nam wiał!


Październik 2011 (poprawione pod wpływem sugestii Lili Metryki: lipiec 2024)


O zbrodni

Gdzie trzymamy nasze święte przekonania?
Skąd pochodzą złoża gromko brzmiących haseł?

Obejrzałem martwych mózgów wielką masę
i elektrokardiogramy na ekranie,
skalpel wbiłem w rdzeń kręgowy, a gruczoły
przebadałem mikroskopem i testami,
bibliografie wielkich doktryn przeglądnąłem —
— i już wiem, że my jesteśmy tacy sami...
Kryci z wierzchu kulturalną politurą
nie widzimy, co wygniło w naszych sercach
i nie wiemy, co w nas w końcu weźmie górę:
czy subtelny humanista, czy morderca.

Od koszmaru przeminęły długie lata,
lecz dokoła się rozglądam z niepokojem:
skoro zbrodnia ciągle czeka na zapłatę,
to czy ja też zduszę w sobie głos sumienia?
czy niewinni będą ginąć z ręki mojej?
czy żyjące miasta w zgliszcza pozamieniam?

Nim występek sięgnie po mnie łapą ciemną,
zanim żądzą gwałtów oczy mi zapłoną,
na samego siebie piszę dzisiaj donos:
uratujcie, póki można, świat przede mną.


Grudzień 2004


Balon ogólnoojczyźniany

Gdy kraj się nadmie dumnym patriotyzmem,
o łopoczących flagach się rozeczka,
wtedy potrzebna jest mała szpileczka.
Przekłuj ten balon, a zbawisz Ojczyznę!

Gdy wiatr historii znęca się nad światem
i kraj cię wzywa, wódz z trybuny gada —
pomnij: człek każdy, zdrajca czy bohater,
cuchnie tak samo, kiedy się rozkłada...

Orkiestra marsze gra. I idą w nogę,
każdy ma mundur, bagnet i pepeszę.
A ja niczego wymyślić nie mogę,
by rytm im popsuć, równe szyki zmieszać.


??? 2008


Trucizna

— Znalazłem tu Człowieka z rozbitą kolbą głową.
Pomożesz mu?
        — A jaka jest jego narodowość?
— Tu leży chore dziecko, z oczu mu płyną łzy.
— Pocieszę, jeśli ono jest czystopolskiej krwi.

Przecież dobrzy z nas ludzie, o sercach szczerozłotych...
Cóż, kiedy w naszych żyłach krąży ten jad: ,,PATRIOTYZM''.


Wrzesień 2024


Pomnik

Telewizja ukazuje bohaterów,
co ich w pieśniach i czytankach czczą potomni.
W mojej piersi chęć szlachetna dzisiaj wzbiera:
i ja także w centrum miasta chcę mieć pomnik!

Niech przedstawia dziewczę z uroczystą miną,
znicz, te rzeczy, nad obrońcą niech łzę roni,
a u stóp jej — ja bez życia z karabinem.
Na cokole złoty napis: ,,Kupść Antoni''.

Z telewizji znam obrazy, gesty, słowa,
z których Wielka Święta Prawda mi wynika:
by mieć pomnik, muszę kogoś zamordować.
Kto nie zabił — nie stawiają mu pomników.

U mych stóp już ściele się świetlista droga.
Patriotyczna pieśń niech w niebo chmurne leci!
Kupść Antoni bohatersko zabił wroga!
(Wróg tchórzliwie wyrżnął całą wieś w odwecie).

Delegacje, tłum działaczy i młodzieży,
trąbki, bębny, marsze duszy mojej miłe...
Niech ojczyzna od tych wojen w gruzach leży,
byle tylko wieczna sława ją spowiła.


Sierpień 2020


Российским друзьям

Во тьме я дом покинул,
во тьме брожу я. Вот
солнце над Украиной,
солнце над Украиной
сегодня не встает.

Причина очевидна,
ты понимаешь, ведь
когда нам, людям, стыдно,
тогда и солнцу стыдно,
не хочется смотреть.

Но будем справедливы:
я фонарей не жгу
и продвигаюсь живо,
так как яркие взрывы
разбили темноту.

Прошу вас, Россияне!
Военных хватит туч!
Если нам сил не станет,
пусть солнце нам протянет
хотя б один свой луч.


Marzec 2022


Ut non sileant musae

Car wielki po lasach rakiety rozstawił,
naprawę Wszechświata ma w planie.
   Więc w nas, ludziach prostych, wezbrała nienawiść.
   I ona już z nami zostanie.

A kraje ościenne stawiają się hardo:
,,Niech zginie najeźdźca daleki!''.
   I świat się napełnia wzajemną pogardą,
   co z nami zostanie na wieki.

Deszcz wieści przeróżnych się wali na głowy.
Nie wierzcie! Bo, ludzie łaskawi,
   oszustwo objęło świat w swoje okowy.
   I tego się już nie naprawi.

Grzmią działa i bomby, po miastach śmierć biega,
a cnota i sztuka są w szoku.
   Choć można na wojnie pokonać obcego,
   by wygrać — konieczny jest pokój.


Marzec 2022


Спецвойна

Земной закачался шар,
кровью залился закат.
Кто первым нанес удар —
тот виноват.

Весна расцвела войной
людским стремлениям назло.
И тот, кто затеял бой —
вина его.

Хотя не хватает сил,
надежды, мой друг, не теряй.
Кто столько людей убил —
тот негодяй.


Lipiec 2022


Похороны государства

Дорога теряется в пыли,
дрожат там деревья сухие.
Мне снилось: страну хоронили.
В гробницу ложили Россию.

И грустно мне стало. Однако
присутствующие смеялись
и в роде никто не заплакал,
в глазах их не было печали.

Ничтожной казалась могила
и кто-то заметил спокойно:
— Страна, что войной дорожила,
ни слез ни любви недостойна.


Sierpień 2022


Переменные судьбы войны

Вчера:
Нам поручили: Никакой пощады —
всех убивай, и детей и взрослых!
Так и шагаем, посланные адом
и превращаем огонек в пожар.
Мы не в раздумье, что случится после.
Так приказал Владимир, наш Цар.

Сегодня:
Меня убили, или я убил —
нам наплевать. Уже давно нас манит
спокойствие и тишина могил.
Нас, взвод за взводом, обнимает тьма.
Не слушайте вы пропагандной дряни:
мы убиваем и гибнем зазря.


Październik 2022


Разговор с Путиным

Так я жил, как умел, никому не назло...
Здесь я вам поневоле солдат —
жизнь мою мне украли и дали ружьё.
Путин! Ты будь проклят!

Так я жил, как умел, даже мух не обидел,
рядом жили семья и друзья.
Здесь молотят вожди, что наш долг — ненавидеть.
Путин! Ненавижу тебя!

Так я жил, как умел, и как стало мне сил.
А здесь: — Бей, знака не ожидая!
И нажал я на спуск!...
... и ребёнка убил...

Кто меня превратил в негодяя?


Październik 2022


Столько погибших...

Столько погибших...   Зачем?! Земля стонет...
Так огорченно кончалось нам лето...
Уходит осень...   А все же в Херсоне
уже сегодня захватчиков нету.

Столько погибших...   «Святой Руси», мол,
«надо геройских смертей из народа».
Кто посадил на кремлинский престол
из комитета мента, сумасброда?

На фронт — живые, обратно — «Груз двести».
Зачем умирать?! Ведь опомнитесь, люди!
Столько погибших, пропавших без вести...
Им воскресения, конечно, не будет.


Listopad 2022


Каким будет конец войны?

Бизнес был, была любовь, и были ссоры —
по-соседски. В поле ветер нам играл,
таял снег, блестело море, реки, горы...

И тогда вы в спину вбили нам кинжал.

Раз войне прийдет конец, нас ждут родные.
В развалинах зацвела бы жизнь опять,
только нужно в сердце потушить стихии,
разучиться удирать и убивать.

Выпьем слезы женщин, расцелуем губы...
И когда спокойным станет наш причал,
часто будем повторять им, что их любим,
чтоб забыли, кто их изнасиловал.

Что мы скажем, коль вас встретим на том свете?
Между нами разрушения и кровь...
Мы не сможем вас простить!

                                                Но наши дети
пусть с вашими детьми дружить станут вновь.


Listopad 2022


Nadzieja 2023

Przygarbieni leziemy, obietnica spoczynku nas mami,
lecz na razie dokoła piach tylko, i błoto, i mrok.
Partia głosi, że słowik przecudnie szczebiocze nad nami,
ale z nieba wraz z deszczem nienawiść na ludzi się leje.
Partia głosi nam Jasność — lecz dawno już zamglił się wzrok
od brodzenia w ciemnościach. Niech żywi utracą nadzieję...

Wyczerpanie podsuwa mózgowi majaki niejasne:
błędny ognik...   Lecz Partia na miejsce wysyła już straże —
niechaj wroga wytropią. Światełko rozbłysło i zgasło...
Nie, nie zgasło, wciąż błyska w oddali wśród kurzu i brudu,
powracają wspomnienia pradawnych roztęsknień i marzeń
i odrasta nadzieja: choć z trudem, lecz może się uda...


Październik 2023


Ostatnia lekcja

Powtórzmy lekcję, by nie stały sztorcem
proste pojęcia, ugrzęzłe w słów matni.

Wielkość przywódców osądza wyborca.
Ich dokonania buduje podatnik.
Nie da się przykryć patriotyczną wrzawą
faktu, o którym mówią demokraci:
nie Bóg, lecz człowiek oceniać ma prawo
słowa i czyny, za które zapłacił.

O użyźnianiu krwią niech bajki pisze
ten, kogo patos żołnierski zachwyca.
Tragicznie zmarłym należy się cisza,
a tylko żywym tłumy na ulicach.

Jeszcze z ojczyzną nieporozumienie
koniecznie trzeba do bólu uprościć:
kiedy nas zdradza, wtedy jest więzieniem,
a kiedy kocha — odpowiedz miłością.


Kwiecień 2010


Do wszystkich wierszy
Do mojej witrynki domowej

Ostatnia modyfikacja: 30 marca 2025