Y2K

Amerykanie dzielą się na tych, którzy boją się zmiany daty z 31 grudnia 1999 na 1 stycznia 2000, oraz tych, którzy się nie boją. Na tych pierwszych jest o wiele łatwiej zrobić interes niż na tych drugich.

O tysiącach konkurujących programów zabezpieczających komputery osobiste przed Y2K nie ma sensu opowiadać, bo na pewno jest o nich głośno i w Polsce. Gorzej z wielkimi systemami komputerowymi obsługującymi banki, fundusze emerytalne, krajowy system energetyczny, transport żywności itp. To wszystko w najbliższą noc sylwestrową nawali i nastanie płacz i zgrzytanie zębów. Zgaśnie światło; przestaną działać wszelkie sprzęty domowe o wartości ponad 100 dolarów, bo każdy taki ma już wmontowanego jakiegoś czipa; policja będzie sparaliżowana a ulice wypelnią się hordami wygłodniałych psów.

Wprawdzie dla całego kraju ratunku żadnego nie ma, bo rząd wykazuje karygodną beztroskę i bezczynność, ale jeszcze ciągle możesz przed katastrofą zabezpieczyć siebie i swoją rodzinę. W tym celu zadzwoń pod numer ... i za jedyne 1499 dolarów zamów zestaw koncentratów spożywczych wystarczający osobie dorosłej na rok (możesz też złożyć zamówienie przez Internet, póki jeszcze funkcjonuje). Jeśli zakupisz od razu zapas na cztery osoby, to zapłacisz nie 5996 dolarów a tylko 4599. Pod innymi numerami telefonów oczekują zleceń fachowcy od wkopywania do ogródków pojemników na wodę pitną i na paliwo, sprzedawcy agregatów prądotwórczych itp. Powinieneś też nabyć naboje, żeby te wszystkie dobra ochronić przed głodnymi rabusiami, którzy zlekceważyli głos rozsądku i się nie przygotowali.

Radiowe rozgłośnie chrześcijańskie nadają pouczenia, jakie stanowisko w obliczu Y2K powinien zająć chrześcijanin. Otóż przede wszystkim powinien się modlić. Poza tym powinien wspomnieć słowa Chrystusa, że najgorzej jest, jeśli Wielka Próba wypadnie na zimę lub w sabat. Niestety, 1 stycznia 2000 dosięgnie nas w środku zimy. Co gorsza, w sobotę.

Do wielkich interesów szykują się prawnicy. Bo przecież nawet najbardziej zatwardziali sceptycy nie negują, że coś się zatnie i jakaś firma nie wywiąże się na czas ze swoich zobowiązań z powodu bałaganu komputerowego. Już teraz należy więc opracować taktykę wyścigu do pokrzywdzonych klientów i techniki przekonywania ich, żeby dochodzili karnych odszkodowań na drodze procesowej. Republikanie próbują przeprowadzić uchwałę ograniczającą odpowiedzialność przedsiębiorstw za skutki Y2K, ale Demokraci twierdzą, że było (i jeszcze jest) dość czasu, żeby się do tych skutków przygotować. Wiadomo, liberałom zależy na zwykłym Amerykaninie, podczas gdy konserwatyści reprezentują wielkie bezduszne firmy.

Ja też się przygotowuję. Zamierzam ok. 10 stycznia 2000 rozpocząć skup warzyw liofilizowanych i innych koncentratów spożywczych nadających się do długich wędrówek po górach a trudno dostępnych w Polsce. Za roczny zapas skłonny będę wtedy zapłacić nawet i 100 dolarów.