O życiu duchowym

Ameryka dzieli się na pasy. Od Płd. Kaliforni przez Arizonę i Texas po Florydę ciągnie się Sun Belt. Bardziej na północ leży Corn Belt. Kansas należy do tzw. Bible Belt. Słońca i zboża też nie brakuje, ale Biblii jest jeszcze o wiele więcej. Biblii czytanej na codzień, Biblii żyjącej w umysłach ludzi. Przeciętny Amerykanin nie wie, jak się nazywa stolica Kanady, ani czym się prąd zmienny różni od stałego, ani o co poszło w II wojnie światowej (Clinton właśnie oświadczył, że o Bałkany, na to ,,Newsweek'' strasznie się z niego wyśmiał, bo przecież każde dziecko wie, że o Czechosłowację). Ale kiedy Chrystus mówi, że przyszedł po to, żeby ,,set a man against his father, and a daughter against her mother'' (Matthew 10:35), to Amerykanin nie ma wątpliwości z jakim innym fragmentem Biblii ma to związek (z Micah 7:6). Tego znani mi katolicy nie potrafią. Jedni twierdzą, że ich podpuszczam, bo Chrystus nic takiego nie powiedział, inni mi to każą rozumieć symbolicznie ale nie umieją wyjaśnić symboliki, a większość uważa, że ważny jest Kościół jako wspólnota i tradycja a nie jakaś tam książka.

W Ameryce jest na odwrót. Kościoły zmienia się jak rękawiczki. Co drugi występujący w radiu kaznodzieja jest założycielem nowego kościoła. Człowiek przeprowadzający się do innego miasta zmienia kościół na inny a decyzję, do którego kościoła przystąpić, podejmuje na podstawie całkiem laickich kryteriów: odległość od domu, wiek proboszcza, gdzie uczęszczają jego koledzy z pracy itp. Ważne jest tylko, żeby pozostać w kręgu chrześcijan biblijnych (Bible Christians). Muzułmanie, żydzi, katolicy i niektóre grupy protestantów nie kwalifikują się.

Prawdy biblijne natomiast traktowane są poważnie i dosłownie. Wszechświat naprawdę powstał w sześć dni. Nie w sześciu etapach, czy epokach, tylko w sześć normalnych prawdziwych dni, cokolwiek by o tym sądzili kosmologowie, geologowie i inni jajogłowowie. Potop nie był lokalną powodzią w Mezopotamii tylko wszystko znalazło się pod wodą, która sięgała 7 metrów (15 cubits) ponad najwyższe góry świata (Genesis 7:20) i nie wystawało nic; arka Noego była zupełnie samotna. Że na Ziemi nie ma tyle wody? Bóg potrafi zrobić wodę z niczego i potrafi usunąć ją bez śladu.

Teoria big-bangu rozpoczynającego istnienie wszechświata to tylko żałosna próba naukowców usunięcia Boga z rozważań o stworzeniu świata. Dużo groźniejszy jest ewolucjonizm, ten nazłośliwszy wymysł Szatana od czasu dawnej rozróby o rajskie owoce. Przecież ,,God formed the man from the dust of the ground and breathed into his nostrils the breath of life'' (Genesis 2:7) -- to jest całkiem jasne i nie zostawia miejsca na żadną ewolucję świata żywego. Przynajmniej nozdrza musiały być od razu, zanim zaczęło się tchnięte życie. Żadne przemiany gatunków w świecie żywym nie zachodzą. Danych kopalnych ani innych świadczących o tym, że zachodzą, nie ma. Ewentualnie są, ale świadczą o zupełnie czym innym.

Demaskowanie ewolucjonizmu jako farsy i wielkiego oszustwa jest już całą nauką noszącą nazwę kreacjonizmu. Kreacjoniści twierdzą, że potrzebne były kolejne akty stworzenia: materii, energii, życia i każdego gatunku po kolei. To jest bardzo amerykańska nauka6. Nie wiem, jak europejscy protestanci godzą ewolucjonizm z Biblią, ale na pewno nie przez kreacjonizm. Katolicy nie mają tego problemu, bo nie ciąży na nich obowiązek dosłownego rozumienia Biblii. Już w 1950 (czyli niecałe 80 lat po fakcie) Pius XII w encyklice Humani Generis uznał ewolucjonizm za hipotezę niesprzeczną z prawdami wiary. Po kolejnym prawie półwieczu Jan Paweł II uznał ewolucjonizm za ,,więcej niż hipotezę'' i przypomniał dosyć starą zasadę, że prawdy należące do magisterium nauki i do magisterium religii nie mogą być ze sobą ani zgodne ani sprzeczne, bo te magisteria się nie przecinają (proklamacja z 1996 dla Akademii Papieskiej o niesprzeczności prawd).

Rozumowanie amerykańskich chrześcijan biblijnych idzie tak. Ewolucjonizm to tylko teoria (trudno zaprzeczyć), teorie są niepewne (niewątpliwie), jedynym pewnym źródłem prawdy jest Słowo Boże. W związku z tym należy te Darwinian fallacies usunąć ze szkół i zastąpić kreacjonizmem. Albo przynajmniej predstawiać obie teorie równorzędnie i zobaczymy co uczniowie sami sobie wybiorą. Na zebraniu komitetu rodzicielskiego w szkole żona mojego kolegi odroczyła na jakiś czas egzekucję na ewolucjonizmie kaskadą żądań w stylu ,,Przedstawmy im też teorię, że 2+2=5 i niech sami wybiorą!''. Wnioskodawcy zostali w pewnym sensie pobici własną bronią, bo oprócz ewolucjonizmu zwalczają też ,,postmodernizm'' charakteryzujący się diabelskim przekonaniem, że wszelkie prawdy są równie dobre. Ale to jest w końcu miasto uniwersyteckie, a nie jakaś głucha parafia.

Jednak w głowach Amerykanów magisteria się nie przecinają. Każdy Kanzańczyk wie, że okoliczne skały wapienne powstały z rozciągającego się tu przed milionami lat morza, a jednocześnie wie, że wszechświat istnieje nie dłużej niż 7000 lat. Wie też, że zabijanie jest w pewnych warunkach zasługą mimo, że szóste przykazanie7 nie zostawia takiej możliwości interpretacji. Te przeciwstawne wiedze nie są ze sobą sprzeczne, bo należą do różnych bajek. Rzuć w Amerykanina kamieniem, o ile Twoja osobista głowa jest niesprzeczna (nawiązanie do John 8:7).

Na falach radiowych w Bible Belt występuje jedna rozgłośnia nadająca wiadomości, kilka z muzyką country przeplataną bardzo nachalnymi reklamami i kilka rozgłośni rodzinnych czyli chrześcijańskich. Można na nich usłyszeć skargi na dzisiejsze bezbożne czasy, ataki na ewolucjonizm i postmodernizm, pogadanki o wartościach chrześcijańskich czyli rodzinnych oraz kazania. Nawet jeśli rozgłośnia nazywa się Family network lub Focus on the family to nie zajmuje się żadnymi zwykłymi sprawami rodzinnymi, np. meblowaniem domu, wyborem szkoły dla dziecka, czy zasadami zdrowego żywienia. Rodzina zdrowa to rodzina zgodna z wartościami. Popsuły Ci się stosunki z żoną? -- przeczytaj jej Genesis 2:24 a zaraz potem Ephesians 5:33. Masz kłopoty z nieposłusznym dzieckiem? -- módl się o to, żeby Bóg wysłuchał Twoją modlitwę (Job 42:8).

Same wartości chrześcijańskie są o dziwo te same co u nas: najważniejszą instytucją społeczną jest autorytarna paternalistyczna rodzina; zabijanie nienarodzonych jest zbrodnią; kara śmierci jest w porządku; uczestnictwo w wojnie USA przeciwko komukolwiek jest wielką zasługą; dla przestępców żadnej litości, zamknąć i zgubić klucz; media są złe, bo propagują pornografię (rak toczący społeczeństwo) a także przemoc (przykry katar społeczny)... Piszę ,,o dziwo'', bo w przeciwieństwie do katolika, protestant wyznający wartości niebiblijne tkwi w sprzecznościach, a te wartości nie wynikają z Biblii. Chrystus miał do rodziny stosunek raczej pogardliwy: ironizował, że świeżo zmarłego ojca niech sobie grzebią umarli (Matthew 8:22, Luke 9:60) i pomniejszał znaczenie własnych związków rodzinnych z Marią i swoimi braćmi Jakubem, Józefem, Szymonem i Judą (Matthew 12:46-50, Luke 8:19-21). Co do kary śmierci i wojen, to w Ameryce była swego czasu dyskusja, jak należy tłumaczyć na angielski szóste przykazanie. Przez pewien czas obowiązywała wersja ,,You shall not murder'' pozostawiająca możliwość zabijania w dobrej sprawie. Jednak w końcu szala się przechyliła na stronę oryginalnego ,,You shall not kill''. To wygląda na świadomy wybór amerykańskich środowisk protestanckich, że żadnych wyjątków być nie powinno -- tekst biblijny jest w tym miejscu prosty i jasny.

Bo jednak amerykańskie życie chrześcijańskie zaskakuje swoją niewinnością i uczciwością. W każdej dyskusji należy podpierać się Pismem Świętym -- ale jego naciąganie do własnych potrzeb nie jest sztuką cenioną. Należy w nim wyszukiwać fragmenty na poparcie swoich tez -- ale dopatrywanie się w cytatach biblijnych skomplikowanego symbolizmu lub ukrytych znaczeń innych niż to, co widać na powierzchni, jest nie fair. Nie musisz być ekspertem, żeby samemu dowiedzieć się, co Bóg chciał ci powiedzieć: zajrzyj do Biblii i to, co w niej nieuzbrojonym okiem zobaczysz, jest prawdą objawioną.

Najważniejszą częścią religijnego życia publicznego (bo nie tylko samej mszy) są kazania. Takich kazań, jak w tutejszym radiu, w Polsce nie słyszałem nigdy. To są całe wyszukane przedstawienia jednego aktora: kaznodzieja wyjaśnia, krzyczy, cytuje Biblię, przestawia się na slang młodzieżowy, nagle zawiesza głos, opowiada dowcipy, piszczy... Raz jest przerażony, raz tryumfujący, raz uroczysty albo smutny. Jak każdy w Ameryce, ja też mam swojego ulubionego kaznodzieję. Nazywa się Ravi Zacharias (czyt. Zakarajas) i to jest pewnie przybrane nazwisko. Sądząc z wtrącanych przez niego aluzji, jest nawróconym na chrześcijaństwo Hindusem. Prowadzi serial kazaniowy (co weekend odcinek) pod wspólnym tytułem Let my people think (nawiązanie do Exodus 5:1, 7:16, 8:1, 8:20, 8:21, 9:1, 9:13, 10:3). To są w samej rzeczy kazania dla ludzi myślących. Ciekawe, czy Amerykanie nawróceni na hinduizm sprawdzają się równie dobrze w Indiach.

W USA wiele państwowych symboli ma związek z chrześcijaństwem. Politycy przegrywają wybory, o ile nie wycierają sobie ust Bogiem. Na banknotach jest ufanie Bogu. W sądach przysięga się na Biblię (chociaż teraz już nieobowiązkowo). Jednak wydaje się, że poza sferą symboli rozdział boskiego od cesarskiego (Matthew 22:21, Mark 12:17) jest o wiele pełniejszy niż w Polsce. Jest nie do pomyślenia, żeby prokuratora przyjęła poręczenie instancji religijnej i odstąpiła od ścigania duchownego oskarżonego o przestępstwo. Kościoły rozliczają się z obrotu pieniędzmi przed IRS (Inland Revenue Service) tak jak każdy biznes. Mają wprawdzie ulgi podatkowe ale starannie obwarowane masą zastrzeżeń. Jeśli np. duchowny zasugeruje choćby leciutko, na kogo wierni powinni głosować, kościół traci ulgi i nawet chrześcijańskie rozgłośnie go nie bronią. Dlatego trudno usłyszeć głos chrześcijański na tematy współczesne wychodzący poza ogólniki. Np. o wojnie jugosłowiańskiej rozgłośnie rodzinne milczą i wolą napiętnować hitlerowców (ale również i duchowieństwo chrześcijańskie tamtych czasów za bierność).

Ale i w sferze symboli trwa pewnego rodzaju odwrót. American Civil Liberties Union wystąpiła ostatnio na drogę sądową przeciwko miastu Manhattan o to, że pod City Hall stoi kamienna tablica z dziesięcioma przykazaniami. Ta tablica została podarowana miastu przez jakieś towarzystwo religijne w latach pięćdziesiątych. Członków ACLU obraża widok tej tablicy, kiedy idą załatwić jakąś sprawę w urzędzie miejskim i żądają jej usunięcia na jakiś teren prywatny, np. kościelny. Oczywiście żądają też przeproszenia i zwrotu kosztów sądowych. Jak dojdzie do procesu, to pewnie zażądają jeszcze punitive dammages. Nie dojdzie. Wczoraj odbyło się publiczne posiedzenie rady miejskiej, w której mogli zabierać głos wszyscy mieszkańcy Manhattanu (po 5 min.). Na ok. 80 głosów, ok. 70 było za tym, że tablica powinna pozostać tam, gdzie jest. Niektórzy mówcy grozili konsekwencjami natury nadprzyrodzonej (divine retribution). Po czym rada miejska podjęła decyzję, że tablica zostanie zwrócona darczyńcom (na szczęście jeszcze istnieją po 45 latach). Nie chcieli narażać miasta na proces, w którym nie miałoby szansy. Dzisiaj pod City Hall nie ma już śladu, że kiedyś była tu tablica kamienna z 10 przykazaniami. A był to tylko niewielki kawałek architektury wnoszący miłą odmianę do nieciekawej zabudowy miasta.

Zdaję sobie sprawę, że tylko lekko zarysowałem powierzchnię wielkiego tematu w dużym stopniu przede mną ukrytego. Jeśli uważasz, że do omawianych problemów odniosłem się w sposób zbyt bezceremonialny, to przepraszam; nie miałem zamiaru nikogo obrazić. Ale w końcu ,,How can I sing the songs of the Lord while in a foreign land?'' (Psalms 137:4).

(Wszystkie wersety biblijne wg http://bible.gospelcom.net.)