> Dla mniej zorientowanych: KYC, "Know Your Customer", byl proba > narzucenia amerykanskim bankom [...] *obowiazku* profilowania > klientow pod katem 'potencjalnie podejrzanej' aktywnosci > rachunkow.(Głównie chodziło o podejrzenia prania pieniędzy przez klientów ze świata przestępczego. -- S.) Nie śledzę tych spraw bardzo starannie, więc mogę się mylić na całej linii. Proszę poniższy komentarz traktować z przymrużeniem oka.
Otóż KYC jest zaledwie jednym z kilku wykonanych w ostatnim czasie zamachów na prywatność obywateli. Oto kilka innych przykładów:
Jakiś rok temu wybuchła wiadomość, że dwie wielkie firmy farmaceutyczne, Giant Food Inc. i CVS Corp., sprzedawały dane osobiste swoich klientów trzeciej firmie Elensys Inc., która używała tych danych, żeby wysyłać pacjentom przypomnienia, że już czas odnowić receptę.
Ze trzy miesiące temu wyszło na jaw, że administracje stanów Floryda, Kolorado i Północna Karolina obiecały firmie Image Data sprzedać fotografie z kartotek praw jazdy. Image Data planowało stworzenie bazy fotografii do celów identyfikacji obywateli; podobną do bazy odcisków palców posiadanej przez FBI. Następstwem miało być, żeby sprzedawca w każdym sklepie mógł (za niewielką opłatą) zobaczyć na podręcznym ekraniku, jak powinien wyglądać klient, który właśnie wręcza mu kartę kredytową (oczywiście bez zdjęcia).
Intel planował tak przyrządzić swoje Pentium III, żeby każda wysłana w świat poczta miała ,,podpis'' świadczący o tym, z czyjego komputera pochodzi.
Jak widać, niektóre z tych zamachów pochodziły ze strony rządu federalnego (KYC), w inne zamieszane były rządy stanów, jeszcze innym patronowały wielkie firmy prywatne. Rządowi federalnemu oraz administracjom lokalnym zależy na informacjach potrzebnych do zwalczania przestępczości w tym straszliwie przestępczym kraju. Firmy starają się zebrać możliwie dużo możliwie dokładnych informacji o kliencie. Przydać się może wszystko: z kim się bawił w piaskownicy, czy na coś choruje, jakie sitcomy ogląda, w której kieszeni nosi chusteczkę... każda z tych informacji może zasugerować specjalistom, na jaką reklamę będzie podatny.
Wszystkie te zamachy na intymną sferę życia obywateli spotkał ten sam los: zakończyły się tak powszechnymi protestami, że zostały zarzucone. Już nie ma KYC w bankach; Giant Food Inc. i CVS Corp. już nie handlują danymi farmaceutycznymi; stany Floryda, Kolorado i Północna Karolina wycofały się z umów o fotografie (nie wiem, czy musiały płacić odszkodowania); a Intel właśnie przeprojektowuje swoją kość. Żadna z zainteresowanych sił politycznych i finansowych nie była w stanie stawić czoła szmerglowi, który Amerykanie mają na punkcie własnej prywatności. Dla storpedowania dowolnej akcji zbierania lub sprzedawania informacji osobistych wystarczy ujawnienie. Jak tylko ludzie się dowiedzą, dalsze istnienie akcji przestaje być możliwe.
Sfera intymności otaczająca człowieka jest tu o wiele szersza niż w Europie. Nietaktem jest pytanie bliźniego o jego poglądy polityczne, o religię, o dochody itp. Oczywiście ludzie rozmawiają o tych sprawach, ale jest to już świadectwo pewnej zażyłości. Poruszając któryś z tych tematów wkraczasz na obszar intymności drugiego człowieka i jednocześnie dopuszczasz go do swoich spraw intymnych. Tego się nie robi bez zastanowienia.
Pewna Paragwajka nauczająca na KSU hiszpańskiego wypisała na tablicy numer swojego domowego telefonu, żeby na nim ćwiczyć liczebniki. Ktoś zapytał dla żartu, czy to jest jej prawdziwy numer. Kiedy potwierdziła, na sali zapanowała konsternacja i niezręczna cisza -- nikt nie rozumiał tej hojności w udzielaniu wszystkim obecnym informacji tak intymnej jak domowy telefon.
Fraza none of your damn business jest typową odpowiedzią na zdawałoby się niewinne pytania. Nawet nie trzeba jej głośno wypowiadać; sama automatycznie przychodzi do głowy osobie zadającej pytanie.
Wraz z rozwojem informatyki, baz danych i technik data mining coraz wiecej ludzi zaczyna się obawiać Wielkich Braci: rządu oraz wielkich firm i organizacji nierządowych. To nie jest strach przed jakąś konkretną klęską. To jest raczej ogólne poczucie krzywdy związane ze świadomością, że ktoś wie o mnie coś, z czego wcale nie chciałem mu się zwierzyć. Niektórzy wskazują na korzyści: skuteczniejsze zwalczanie mafii lub lepsza obsługa klienta. Ale w swojej masie Amerykanie wolą przestępczość niż naruszanie intymności. I potrafią się zorganizować dla jej obrony.
A dlaczego Clinton w końcu ostał się na stołku? Częściowo dlatego, że specjalny prokurator Kenneth Starr podejmował działania, które w oczach zwykłego obywatela wyglądały na intrusion of privacy. Tego nie wolno robić nawet wrogowi! Kłamał, czy nie, just get off his back!