Na ogół jednak do procesu nie dochodzi. Odbywa się to tak. Staruszka wylewa na siebie podaną jej w restauracji kawę i trafia z lekkim poparzeniem do szpitala. W tym szpitalu jakiś prawniczy łowca głów daje jej do podpisu zlecenie na prowadzenie sprawy przeciwko restauracji. Adwokat prowadzi sprawę na własny koszt i własne ryzyko za 1/3 wyprocesowanych kwot. Zarzuca restauracji zagrożenie życia jego klientki przez zdradliwe podanie niebezpiecznie gorącego płynu bez należytego zabezpieczenia. Restauracja nie chce smrodu i płaci staruszce 50 dol. za każdy dzień pobytu w szpitalu, plus 3000 dol. za ból, plus 10 tys. dla wykazania dobrej woli. Staruszka jest zadowolona a adwokat zarobił za friko. Wszyscy szczęśliwi.
Niedługo przed moim przybyciem do KSU dwaj nasi studenci wystąpili przeciwko uniwersytetowi o ,,elitaryzm''. To znaczyło, że jeden wykład był trudny i od studentów dużo wymagano, więc nie mieli na nim szansy. Żądali zwrotu czesnego i odszkodowania za stracony czas. Department chciał się postawić, że uniwersytet jest po to, żeby prowadzić kursy na poziomie, ale prawnicy uniwersyteccy wiedzieli lepiej. Żądania zostały spełnione nad naszymi głowami i wszyscy się cieszyli, że obyło się bez kosztownego procesu i bez punitive damages (patrz niżej).
Znajoma pochodząca z Algierii chciała się zatrudnić za darmo w ośrodku opieki nad bezdomną młodzieżą. Po prostu lubi dzieci i lubi pracować społecznie dla szczytnego celu. Kiedy dowiedzieli się o tym jej amerykańscy przyjaciele, pobladli ze zgrozy i zaczęli pytać, czy jest przygotowana na molestowanie seksualne. Dziewczyna nie bardzo rozumiała, bo wprawdzie ci nastolatkowie są wyrośnięci jak na standardy algierskie, ale jednak to dzieci, więc cóż jej może grozić? Otóż może jej grozić nie to, że ją tylko że ona będzie molestować seksualnie, a natężenie tej groźby zależy wyłącznie od profesjonalnej biegłości adwokatów. Dorosły na ogół wie, czy był molestowany czy nie, natomiast dziecko może nie wiedzieć, więc jest jak plastelina w ręku adwokata. Dzieci są bezpańskie, więc jeśli sędziowie przysięgli się za nimi nie ujmą, to któż? Zresztą nikogo z przysięgłych traktorem by nie zaciągnęło do pracy z obcymi i trudnymi dziećmi, więc łatwo wzbudzić w nich wątpliwość co do czystości motywów osoby, która nie musi (bo ma niezłą posadę na uniwersytecie), a zgłasza się na ochotnika i to za darmo. To powoduje, że praca z dziećmi jest bardziej niebezpieczna niż przewożenie niewypałów. Amerykanie takie niebezpieczeństwa wyczuwają nosem, ale trzeci świat musi się jeszcze sporo douczyć.
Czasem adwokat sam sobie strzeli w nogę (idiom amerykański). Mój kolega z wydziału, Niemiec, zlecił prawniczce prowadzenie sprawy jego stałego pobytu w USA. Ponieważ sprawa była jasna i łatwa, kobieta zajęła się czymś innym i przegapiła ostateczny termin złożenia papierów, w konsekwencji czego przepadła szansa zatwierdzenia tego pobytu. Gdyby mój kolega pozwał ją o malpractice, to nie miałaby żadnych szans. Odszkodowanie zostałoby pokryte z ubezpieczenia jej zespołu adwokackiego, ale następna stawka ubezpieczeniowa dla zespołu byłaby wyższa. Żeby do tego nie dopuścić, jej zespół czym prędzej zwolniłby ją z pracy a hyr poszedłby na inne zespoły, że lepiej jej nie zatrudniać, bo za drogo wychodzi. Zdesperowana prawniczka obiecała poruszyć jakieś pozaprawne sprężyny, i to za darmo, oddała mu wpłacone już pieniądze, najeździła się po kraju i w końcu sprawę istotnie załatwiła. Wszystko po to, żeby uniknąć procesu. Ja osobiście wątpię, czy w takim procesie człowiek działający spoza granic USA po przymusowej deportacji miałby jakieś szanse, ale amerykańska prawniczka popełniłaby kolejne wykroczenie, gdyby jej taka wątpliwość przyszła do głowy.
A jeśli nie dojdzie do ugody? Wtedy adwokat klnie, bo będzie się musiał na własny koszt narobić a sprawę ma najprawdopodobniej przechlapaną, więc nikt mu nie da grosza. Ale jeśli stchórzy przed procesem, to nie będą go szanować. Nieraz oglądałem w Polsce filmy amerykańskie o dzielnym samotnym adwokacie nadludzkim wysiłkiem wygrywającym sprawę przeciwko jakiemuś wielkiemu Goliatowi. Nigdy nie wiedziałem o co właściwie toczy się gra. Otóż w prawie każdym przypadku toczyła się o odszkodowanie karne, czyli o punitive damages. Mianowicie jeśli dojdzie do procesu, to żądania oblanej kawą staruszki gwałtownie rosną. Nadal pozostaje przy tych kilku tysiącach dolarów, ale dodatkowo żąda 100 milionów karniaka, żeby restauracji odechciało się na przyszłość tak narażać klientów. Staruszka działa więc w interesie ogolnospołecznym. Jeśli przysięgli przyznają jej choćby 10% tej kwoty, to ze szczęścia dostaje zawału serca, więc adwokatowi wpada w ręce następna sprawa (spadkowa) ale zwykle już mu się nie chce jej prowadzić, bo jest na to za bogaty (1/3 kwoty). Oczywiście poważną większość spraw adwokat przegrywa, ale wystarczy mu jeden wygrany karniak, żeby go ustawiło na całe życie.
Jako przykład korzystnego działania odszkodowań karnych podaje się sztampowo pewien samochód Forda, który miał wadliwie poprowadzone przewody paliwowe, co powodowało wybuch przy pewnym specjalnym (dość rzadkim) rodzaju kolizji. Ford cynicznie wyliczył, że bardziej mu się opłaca płacić odszkodowania spadkobiercom niż przeprojektować te przewody. Ale jak w którejś sprawie przywalono mu punitive damages dopasowane do jego możliwości płatniczych (na tyle niskie, żeby go nie zniszczyć, ale na tyle wysokie, żeby boleśnie odczuł), to mu się odechciało takiej arytmetyki. Przykładu ze staruszką też nie wyssałem z palca. Nie pamiętam tylko, która wielka sieć została pozwana: czy MacDonalds, czy Burger King, czy może Wendy's. Od tego czasu w restauracjach wiszą wielkie plakaty ostrzegające przed kawą, dla niewidomych nadaje się specjalny komunikat przez głośniki a temperatura podawanej kawy i tak nie przekracza 90 stopni. Farenheita.
Sądząc z kronik procesowych, Ameryka jest trawiona dwiema wielkimi chorobami: rozbój z bronią w wykonaniu dzieci oraz palenie papierosów. Nie ma prawnych możliwości zakazania produkcji czy sprzedaży jednego lub drugiego. Można jednak pozwać producentów lub sprzedawców o to, że nie wymuszają odpowiedzialnego używania na własną rękę, skoro wiedzą, że ofiarami padają osoby trzecie. Wobec tego państwo, stany lub miasta występują na drogę cywilną przeciwko producentom jednego i drugiego. Ostatnio doszło do settlement (ugody przed procesem) między władzami federalnymi a przemysłem papierosowym, że ten ostatni zapłaci ok. 300 miliardów (billions) dolarów z tytułu kosztów ponoszonych przez państwo w związku z chorobami odtytoniowymi. Kilka lub kilkanaście spraw przeciwko producentom broni właśnie się toczy.
Również w toku jest sprawa pro-choice przeciwko pro-life. Od 1993 r. prolajfiści popełnili 7 morderstw, 14 nieudanych usiłowań morderstwa i ok. 2300 razy użyli przemocy (pobicia, zniszczenie samochodu itp.) przeciwko lekarzom wykonującym aborcje. Sprawców albo nie znaleziono, albo nie dało się ich połączyć z ruchem pro-life -- USA nie są państwem prawa kryminalnego. Wobec tego sprawa cywilna toczy się o witrynki internetowe, na których prolajfiści umieszczali listy proskrypcyjne morderców dzieci łącznie z modlitwami o to, żeby znalazł się jakiś prawdziwy chrześcijanin i zrobił porządek z osobami na tej liście. Za każdym razem, gdy się znalazł, prolajfiści wykreślali kolejne nazwisko krwawą linią i ogłaszali radosny komunikat w rodzaju ``7 down, 10284 to go''. Takich stron internetowych żaden organ władzy zamknąć nie może, bo nie pozwala na to pierwsza poprawka do konstytucji traktująca o swobodzie wypowiedzi3. Ale w specjalnych okolicznościach można ich autorów zniszczyć finansowo. Proczojsiści żądają 200 milionów. Żeby wygrać, muszą przekonać przysięgłych, że taka witrynka mogła być potraktowana jako realna groźba przez rozsądną (nieparanoiczną) osobę, np. lekarza wykonującego aborcje; oraz że autorzy takiej witrynki powinni byli to przewidzieć. Gdyby przysięgli dodatkowo uznali, że wywołanie poczucia zagrożenia było świadomym celem, dałoby to możliwość zażądania o wiele wyższego odszkodowania.
Te witrynki już nie istnieją. Gdy sprawa stała się głośna, zostały pozamykane z własnej woli przez prowajderów. Fakt ten nie ma znaczenia procesowego. Ale wskazuje, że USA są nie tylko państwem prawa, ale też, w mniejszym zakresie, państwem zdrowego rozsądku.